Mateusz Kaliński: Bełkot. 9 grudnia 2016

15 grudnia 2016

Dziadek Tadeusz przez szereg lat w okresie wakacyjnym wyjeżdżał – jak sam to niezmiennie nazywał – na wczasy do Świnoujścia. Wracał wiernie każdego roku do pensjonatu Grodek, w którym zawsze zajmował ten sam pokój z dwoma łóżkami na poddaszu. Przewczasował w Grodku okres peerelowski i okres wolnej Polski. Wszystkie lata nieistotne i istotne: był tam w Czerwcu 76’ i Sierpniu 80’, był, kiedy upadał komunizm i kiedy Polska wstępowała do NATO i Unii Europejskiej. Przewczasował Jaruzelskiego, Wałęsę, Kwaśniewskiego, Kaczyńskiego, Komorowskiego i załapał się nawet na kawałek Dudy. Grodek w tym czasie nic się nie zmienił, tak jak nie zmieniły się zachodniopomorskie wieczorne rozrywki mojego dziadka, czyli dancingi w lokalu o wdzięcznej – choć mało oryginalnej – nazwie Albatros. Tak jak pokój na poddaszu, Albatros przetrwał lata w niezłomnym trzymaniu się stylu wczesnych lat 70’, zaś dancingowe partnerki dziadka konsekwentnie poruszały się w rytmie starych szlagierów.

Kiedy wchodziłem w okres dojrzewania, a ataki zgubnej gorączki młodzieńczej miały swój początek, na wyróżniające mnie spośród rodziny zaproszenie dziadka Tadeusza pojechałem do Świnoujścia. W zatrzęsieniu fantastycznych wczasowiczek, w których zakochiwałem się głupio i nieszczęśliwie, w nieziemskich poruszeniach ich opalonych ciał, niejaką ulgą było pójście z dziadkiem do Albatrosa. Nie posłużę się wytartym frazesem o „czasie zatrzymanym”, ponieważ w miejscach takich, jak tamten lokal, w miejscach uparcie tkwiących w niezmiennym kształcie przez całe dekady, czas ma w zwyczaju płynąć znacznie szybciej niż zazwyczaj. Miejsca takie, jak Albatros, tkwiące jak kołki w dynamicznym świecie, starzeją się prędko i bezlitośnie. Mało powiedzieć, że łatwo to zauważyć – upływ czasu jest obleczony w fikusy i jaskrawe neony.

Albatros/rys. Alicja Szewczyk

Albatros/rys. Alicja Szewczyk

Jako że miałem wtedy zaledwie 12 lub 13 lat, nie przypadł mi w udziale żaden kieliszek ani choćby starannie odmierzony naparstek piwa. Siedziałem ja dwunastoletni przy stole otoczony przez boazerie i fikusy, popijałem sok pomarańczowy i obserwowałem, jak panie Krysia, Jola i Grażyna popadają w iluzję z panami Tadkiem, Wieśkiem i Krzyśkiem. W przerwach „na jednego”, pomiędzy Gdzie się podziały tamte prywatki Nigdy więcej cieszyłem się ogólnym zainteresowaniem, podłechtany i zażenowany jednocześnie, grając rolę chłopca z wszelkimi przymiotami dawno utraconej przez nich młodości. Byłem chłopcem z lat 50’ albo 60’, u progu wieku dancingowego, kimś, kto jeszcze nie rozumie, ale zaraz go weźmie. Grałem rolę ich samych sprzed kilku dekad. Przyjmowałem tę atencję z nieśmiałymi uśmiechami, godząc się wspaniałomyślnie na dawkę naiwnej nostalgii, ale teraz się zastanawiam, czy na pewno aż tak się mylili?

Drażni mnie trochę wyrażenie „z poprzedniej epoki”, no bo co to za minione epoki, które w jakiś sposób ciągle żyją? Nie wiem, czy Albatros jeszcze działa, czy zmienił się już w Explosion; nie mam pojęcia, czy pani Krysia lub pan Wiesiek są w stanie kołysać się w rytm Białego misia (czy w ogóle cokolwiek są w stanie); możliwe nawet, że dawno wyburzyli pół Świnoujścia, wszystkie tweedowe marynarki pożarły mole, zaś grube oprawki okularów walają się połamane po szufladach. Nie wiem nic na temat wymienionych i wielu niewymienionych spraw, ale myślę, że ma to niewielkie znaczenie. Czy „epoka miniona” czy nie, ciągle jesteśmy w niej osadzeni, bardziej lub mniej się do niej odwołując. Pozostała nostalgia za czymś, co zaledwie prześlizgnęło się przez nasze życia, a jednak często nie daje spokoju i wraca, wraca nie wiadomo po co.

Jakiś czas temu (przyznaję bez bicia, że nie tak dawno temu) oglądałem Niewinnych Czarodziejów Wajdy i od tego czasu nie opuszcza mnie myśl, być może naiwna i wywołana sztubackim zachwytem, że Niewinni wcale nie znikają z powierzchni Ziemi. Zresztą, już u Mickiewicza byli. W przemijaniu chyba już nie ma nic dziwnego, trochę dziwne natomiast wydaje mi się trwanie, szczególnie kiedy muszę się w nim stawać i wcielać na okrągło. A ja niewinny, oni niewinni, my niewinni i wciąż grają na naszą cześć.

Mateusz Kaliński

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

three × five =