Michał Rogalski: Ćwiczenia w basenie

1 lipca 2011

Laboratorium podróży w reż. Kamili Michalak z Akademii Teatralnej w Warszawie

Laboratorium podróży – to, że laboratorium, jest jasne od samego początku. Czarne ściany Centralnego Basenu Artystycznego, cembrowina dawnego prawdziwego basenu i służąca za jedyną dekorację płachta z pleksi oblane czerwonym światłem stwarzają dosłownie laboratoryjne warunki. Ale dlaczego podróży? Podróży dokąd?

Aktorzy doskonale radzą sobie z przestrzenią CBA. Jest ich czworo. Na początku dwóch przekomarza się, są jeszcze młodzi i świetnie się bawią, sprawdzają możliwości swojego ciała, sprzeczają się o zabawne, pomarańczowe majtki. Czy da się zrobić z nich koszulkę? A może jak włożę w nie ręce, to staną się one nogami? Ale nagle coś się dzieje, bohaterowie chowają się, żeby znaleźć w swojej kryjówce kredę. Ten, który akurat ma kredę, ma władzę. Kreśli linie na podłodze – a może to wcale nie linie? Może ustanawiają granice i – czy da się je przekroczyć? Jaką karę można zastosować, kiedy ktoś inny przekroczy ustaloną przeze mnie granicę? Pojawia się trzeci bohater: jest jakby mistrzem marionetek, wprawia w ruch zarówno pierwszą dwójkę, jak i aktorkę-lalkę. Wypuszcza ją z plastikowej torby, takiej, w jakiej na targ noszą swoje towary handlarze tekstyliami.

Czy to lalka? A może marionetka? Czy on ją nakręca, czy ogrzewa ciepłem własnego ciała i puszcza w ruch? Raz wypuszczona, porusza się do taktu muzyki. Pochwycona przez jednego z bohaterów, zamiera. Ten chce ją ożywić, być jej Pigmalionem, ale na próżno. Lalka reaguje tylko na agresywne poczynania mistrza marionetek i drugiego bohatera, który ostatecznie zamyka ją z powrotem w torbie i przewraca pełnym złości kopniakiem.

Duże brawa za ciekawą historię opowiedzianą bez słów – jedynie za pomocą gestów, tańca, światła i intrygującej przestrzeni – należą się reżyserce całej etiudy. Nie mniejsze brawa należą się aktorom, którzy potrafią opowiedzieć kilka historii na raz jedynie za pomocą własnego ciała – którego, trzeba przyznać, nie oszczędzają. Po chwili cali zlani są potem.

Niestety, co bardzo dziwne, nie dopisała publiczność festiwalowa. Spektakl grany był przy niemal pustej sali, za to oklaski, które pojawiły się na końcu, wywoływały aktorów aż dwa razy. Całkiem zresztą zasłużenie.

 

Michał Rogalski

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

five − two =