Michał Rogalski: Z ciastem w łóżku

28 listopada 2011

O spektaklu Shitz w reż. A. Tyszkiewicza w Teatrze Ateneum. Shitz / materiały teatru

Spektakl Shitz kontrastuje z dominującymi tendencjami w repertuarze Teatru Ateneum. Jest to jednak kontrast świeży i zachwycający. Kunszt aktorski i rozsądnie wykorzystane oszczędne środki sceniczne sprawiły, że twórcom spektaklu udało się stworzyć dzieło proste i misterne jednocześnie.

Słowa i metafory dramatu Levina to ożywcze źródło, które zostało przez realizatorów znakomicie wykorzystane. Aktorzy poruszają się po obrotowej scenie między kanapą, stołkami barowymi, a sedesem – w przestrzeni, która nie ma szans zauroczyć widza estetycznym skomplikowaniem, misternością kontrastów i barw. To jednak walor a nie wada, bo barw nadają temu spektaklowi poszczególne kwestie. Język Levina jest niezwykle zmysłowy, choć bazuje na kilku powracających (niczym dźwięki w pozytywce, niczym scenografia na obrotowej scenie) metaforach: mięso, miód, wojna, pieniądze, kiełbasa, potem znowu mięso, czasem ciasto, a w tym wszystkim samotność i znowu wojna.

Nie chodzi o to, aby przykuć uwagę widza różnorodnością problemów, bogactwem doświadczenia bohaterów, psychologicznym skomplikowaniem problematyki. Próbuje się tu raczej zahipnotyzować nieskomplikowanym i okrutnym życiem bohaterów, którzy między nowymi falami wojny wszystkich przeciw Żydom, między kolejnymi wieczorami na kanapie przed telewizorem próbują znaleźć choć trochę bliskości, czegoś dobrego i własnego, choć na chwilę oszukać nadchodzącą śmierć.

Ogromnym atutem przedstawienia jest znakomita (bez wyjątku) obsada. Każdy z aktorów buduje postać nieco inaczej, co pozwala widzowi rozkoszować się skalą aktorskich możliwości, a nie niweczy harmonii całości widowiska. Grający Pephesa Wiktor Zborowski tworzy niezwykłą kreację ojca, którego życie rozciąga się pomiędzy nie do końca legalnym gromadzeniem pieniędzy, czynieniem zadość wymaganiom rodziny, a tęsknotą za kiełbasą. W jego grze odpryski konwencjonalnych chwytów, służących do kreowania postaci przedwojennego polskiego Żyda, łączą się z komediowym pazurem i liryzmem. Powstaje postać, która na przemian wzrusza i śmieszy. Wojciech Brzeziński (Czerhes) zbudował szkielet swojej roli na kilku gestach, specyficznym sposobie chodzenia i mówienia, jednak figury dystansu jakie zapewnia aktorom sam tekst dramatu (świetne songi) dały mu możliwość stworzenia pełnowartościowego, choć odpychającego bohatera, a nie tylko typu rodem z commedii dell’arte. Marzena Trybała (Cesia) skorzystała ze środków aktorstwa psychologicznego i stworzyła wspaniałą, liryczną, przepełnioną tęsknotą, bólem, a jednocześnie okrucieństwem postać (jeśli można sobie w ogóle wyobrażać jak wyglądały kreowane przez aktorki postacie kobiece w Stanisławskiego realizacjach Czechowa, to – moim zdaniem – musiały być bardzo podobne).

Wreszcie zjawiskowa Wiktoria Gorodeckaja (Szeprahci) – dla mnie najwspanialsza ze znakomitych kreacji aktorów. Jej postać ewoluuje od zahukanego i głupawego brzydkiego kaczątka do pewnej siebie i okrutnej kobiety, co stwarza aktorce możliwości zaprezentowania szerokiej palety aktorskich umiejętności. Widoczny w songach talent wokalny jest niczym wisienka na torcie – zwieńczeniem wspaniałej pracy i aktorskiego kunsztu.

Teatr Ateneum posiada publiczność oddaną i systematyczną, którą przyzwyczaił do siebie i przekonał, poprzez lata konsekwentnej polityki repertuarowej. Shitz to kolejny z eksperymentów – rozpoczętych, choć niezupełnie szczęśliwie, przez Izabellę Cywińską. Eksperyment bardzo udany, choć – jak świadczą głosy w szatni – niezaakceptowany przez „widownię docelową”. Szkoda by było jednak, gdyby tak dobry spektakl został zdjęty zbyt szybko. Jeśli więc wielbiciele lekkich, choć niepozbawionych ambicji komedii nie chcą biec do teatru, idźcie Wy, drogie Panie i drodzy Panowie!

Michał Rogalski

Hanoch Levin
Shitz

reżyseria Artur Tyszkiewicz, scenografia Jan Kozikowski, muzyka Jacek Grudzień i Michał Kwiatkowski, występują Wiktoria Gorodeckaja, Marzena Trybała, Wojciech Brzeziński, Wiktor Zborowski.

Teatr Ateneum w Warszawie, spektakl obejrzany 16 listopada.

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

3 + twenty =