miernik teatru: Fotograf ciszy…

15 czerwca 2010

…jest wysoki i łysy. Całkowicie skoncentrowany na swojej pracy. Statyw ustawił między rzędami, z boku widowni, tak by nikomu nie przeszkadzać. Z rzadka słyszę stłumioną migawkę. Krzysztof Bieliński to absolutny fascynat fotografii teatralnej, to obecnie jeden z najciekawszych, najoryginalniejszych fotografów teatralnych. Znamy się już od kilku lat.

Jest zima 2007 roku, dostrzegam go kątem oka w trakcie przedstawienia w Teatrze Polskim we Wrocławiu. Pracuje. Po spektaklu piwo, plotki, plotki, cisza. Po chwili w zasadzie sam rozpoczyna ten temat. Zamarzył mu się album, w którym mógłby zebrać i pokazać swoje zdjęcia ze spektakli Krystiana Lupy. Dużo mi opowiada o teatrze tego artysty, że to podczas pierwszych prób ?u Krystiana? rozpoczęła się przygoda z fotografią. I choć potem spotykaliśmy się wielokrotnie, to tamten moment zapamiętałem najlepiej. Taki zrazu nieśmiały pomysł i obawa, bo przecież w zawodzie jest ledwie kilka lat. Potem przy różnych okazjach informuje mnie o postępujących pracach nad albumem, pokazuje układ zdjęć, pyta o rady. Błysk w oczach, emocje jak o tym opowiada – bezcenne.

Album Lupa. Teatr wyszedł drukiem kilka miesięcy temu. Zdjęcia w nim zebrane przypominają przedstawienia, spośród których większość zeszła już z afisza. To spektakle najbardziej znane i doceniane w dorobku Krystiana Lupy, między innymi Kalkwerk, Bracia Karamazow, Mistrz i Małgorzata, Wymazywanie. Oglądam te przedstawienia w albumie inaczej, niżbym patrzył na rejestracje telewizyjne. Bieliński zatrzymał mi kadry spektakli, muszę podążać za jego wzrokiem, za okiem jego obiektywu. Rejestruje chwile, ułamki najważniejszych chwil z Wymazywania czy Kalkwerku. Te zdjęcia potrafią oddać emocje konkretnych, zapamiętanych, trzymanych głęboko w pamięci scen. Po raz kolejny oglądam ten album, który znam już niemal na pamięć. Powracają emocje, ciarki na plecach, wspomnienia pierwszych, studenckich wypraw na krakowskie przedstawienia Lupy, wykłócanie się w kasie o wejściówki. Wielogodzinne spektakle, oglądane parokrotnie, kończone rozmowami w dusznym przedziale nocnego powrotnego pociągu do Warszawy.

Bieliński to fotograf-plastyk. Jego zdjęcia to obrazy. Fascynuje go chropowata ściana, porysowana podłoga, brudna rama łóżka. W pracy fotografa najtrudniejszy moment to naciśnięcie w odpowiednim momencie migawki, podjęcie decyzji. Na zdjęciach zamieszczonych w albumie widać moment tuż przed ważnym scenicznym wydarzeniem lub tuż po nim. Fotografa nie interesuje wydarzenie samo w sobie, ale kumulacja emocji w postaci i chwila po ich erupcji. Duszna cisza przed burzą i i ciężkie sceniczne powietrze po. Bieliński chwyta obiektywem te chwile w teatrze, które często nam-widzom umykają. Nieraz jesteśmy zbyt skoncentrowani na percepcji przedstawienia, na intelektualnej jego stronie.

Malarskość tych zdjęć dostrzegł Krystian Lupa, pisząc w kontekście jednego z nich o „bizantyjskim obrazie i ikonie”. W zawartych w albumie komentarzach reżysera znajduję również słowa „portret”, „obraz”. Te zdjęcia nie są absolutnie dokumentacją teatru Lupy. Spektakl jest tu zaczynem, ukazany zostaje niejako przy okazji. Stanowi dla Bielińskiego materię do komponowania obrazów. To co łączy zdjęcia ze spektaklami to między innymi kolory: czerń, czerwień, odcienie granatu, róż pompejański. Jeśli na zdjęciu pojawia się ruch, to jest to bardziej ruch powietrza, zatrzymany gest, wzniesienie ręki, wskazanie palcem. W albumie dominują zdjęcia statyczne – te wychodzą Bielińskiemu najlepiej. Twarze melancholików, cisza na scenie. Fotograf ciszy.

Niewielu znam fotografów teatralnych, którzy posiadają swój własny styl, na których zdjęcia wystarczy że spojrzę, by po sekundzie stwierdzić kto jest ich autorem. Większość to wciąż dokumentatorzy, przysyłający pakiet zawsze takich samych fotek, reporterzy lokalnych gazet codziennych, niekiedy członkowie rodzin aktorów. Wciąż jeszcze dostaję z teatrów zdjęcia robione na zasadzie: scena zbiorowa, aktorka w zbliżeniu, pion, poziom i kwiaty na oklaskach. Te, które dostaję od Bielińskiego są często nie do wykorzystania w piśmie czarno-białym. To naświetlane długimi czasami abstrakcje. Jego zdjęcia idą nieraz wbrew naszemu przyzwyczajeniu do traktowania fotografii teatralnej. Jego zdjęcia odrywają się od figuratywności. Wreszcie.

Bartłomiej Miernik

* absolwent Wiedzy o Teatrze warszawskiej Akademii Teatralnej, od 2003 roku w miesięczniku „Teatr”, sekretarz redakcji. Mail: bartlomiejmiernik@yahoo.com

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

eighteen − seventeen =