miernik teatru: Skok z palmy

15 marca 2010

Otrzymałem mail od Redaktor Naczelnej „Teatrakcji”. Zawiadamia mnie, że w mój pierwszy felieton było najwięcej kliknięć. Nie powiem, informacja ta dodała mi animuszu, zrodziła też jednak pewne obawy. Czy sprostam? Czy kolejny tekst będzie równie porywający, co ten pierwszy o pośladkach?

Oczywiście, zaraz po podnieceniu, pojawiła się tonująca, sceptyczna refleksja: no tak, pewnie klikali ci, którzy wklepywali w wyszukiwarkę „pośladki aktorki”. Po chwili jednak błysnął kurwik w oku: co zrobić, by kliknięć tym razem było jeszcze więcej? O czym pisać tym razem? O celebrycie? Skoro dyrektorzy teatru z wysokiego piętra (poziomu) biorą „ryja” do spektaklu (paparazzi w swym żargonie określają tak gwiazdę medialną), to ja nie mogę się wesprzeć? Celebryta, celebryta… to może napiszę o Łapickiej, do niedawna pracującej ze mną biurko w biurko „sławnej żonie”? Wytężę pamięć, przytoczę kilka soczystych anegdot i będzie kolejny sukces kliknięć. Zaraz jednak włącza się moralniak – no ale jak ona to przyjmie, zasmuci się, strzeli focha i zniknie moja jedyna znajoma z wyższych sfer. O czym pisać? Temat, temat. Wołanie o temat!

Temat przyszedł przypadkiem. Siedziałem z B. w podłej knajpce na Powiślu, gdzie już drugą godzinę gadaliśmy o muzyce. Zeszło na Rolling Stonesów, na palmę. I olśnienie! Napiszę o palmie! W 2006 roku Keith Richards, kończący wówczas sześćdziesiąt dwa lata, wyjechał z rodziną na wyspy Fidżi (te wyśnione przez Trumana Burbanka:-). Lato gorące, plaża, kąpiele, palma. Hops na drzewko wskoczył wiekowy gitarzysta. Podobno zachciało mu się kokosa. W wyniku upadku musiano odwołać część planowanej trasy koncertowej zespołu. Artysta z urazem głowy wylądował w szpitalu.

W centrum Warszawy stoi palma – atrakcja turystyczna. W albumach fotograficznych większości polskich rodzin, znaleźć można pamiątkową fotkę cykniętą na „degolu”, obowiązkowo ze sztuczną palmą w tle. Skoro nie posiadamy w tej części Europy prawdziwej palmy, ta z plastiku powinna nam wystarczyć. Joanna Rajkowska postawiła ją nieprzypadkowo w Alejach Jerozolimskich, nieprzypadkowo niemal naprzeciwko byłego Domu Partii.

Na planowane w kwietniu Warszawskie Spotkania Teatralne zjedzie do stolicy kwiat reżyserskiej młodzieży. Pobędą, pokażą, wyjadą. Szykuje się, o ile mnie plotki nie mylą, najazd wiekopomnych dzieł z Wałbrzycha. Poleją się hektolitry udającego spermę krochmalu, ponabijamy się z dziadka Fredry, jednym słowem uhahamy. Zapewne odbędą się spotkania z artystami, piwne pogwarki w kuluarach. Być może znów jakiś młody reżyser powie mi w zaufaniu, że rzadko grany kryminał Gombrowicza zrobił tylko dlatego, że…. rzadko go w Polsce grają. Jak rok temu to usłyszałem – oniemiałem. Dziś mam w zanadrzu ripostę: propozycję skoku na główkę. Podejrzewam, że za wejście na palmę nie ma mandatu. Szczególnie nocą. Zatem, śmiało! Może dozna olśnienia? Kto wie…

Propozycje skoku z palmy będę od dziś sprzedawał na prawo i lewo. Posługującym się żyletką zamiast piórem recenzentom, widzom, którzy bezkrytycznie przyjmują każdy humbug, niezrealizowanym reżyserom-pieniaczom ślącym mi nocami maile pełne oburzenia i wielu, wielu innym.

Bartłomiej Miernik

*Absolwent Wiedzy o Teatrze warszawskiej Akademii Teatralnej, od 2003 roku w miesięczniku „Teatr”, sekretarz redakcji.

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

11 + 6 =