Natalia Kamińska: W cieniu Doppelgängera

31 marca 2017

O spektaklu Berlin Alexanderplatz w reżyserii Natalii Korczakowskiej z Teatru Studio w Warszawie

Berlin Alexanderplatz/fot. Krzysztof Bieliński

Berlin Alexanderplatz/fot. Krzysztof Bieliński

Franz Biberkopf wyszedł z więzienia. Po odbyciu wyroku za zamordowanie swojej dziewczyny wreszcie jest czysty i gotowy na to, by zacząć od nowa. Wchodzi na scenę z pełną świadomością tego, gdzie się znajduje – i nie chodzi bynajmniej o stację berlińskiego metra, ale o scenę teatralną właśnie. Od początku jest świadomy fasadowości i umowności otaczającej go rzeczywistości – i ta właśnie świadomość będzie budulcem najnowszego spektaklu Natalii Korczakowskiej.

Prosto ze stacji Alexanderplatz trafia do świata alfonsów, prostytutek i drobnej gangsterki. Wpada w towarzystwo bandy Pons – grupy przestępców żywcem wyjętych z gangsterskiego kina spod znaku Quentina Tarantino. Odnalazłszy się już jako tako w brutalnej rzeczywistości Berlina Franz przechodzi swoisty rytuał przejścia. Odsiedział swoje cztery lata za morderstwo ukochanej i ma się stać zupełnie nowym człowiekiem. Przysięga, biorąc na świadka publiczność, że od tego momentu będzie dobrym obywatelem. Przemiana (w duchu kampowym, jak wszystko w tym spektaklu) jest przypieczętowana swoistym chrztem, kiedy Biberkopf zostaje obsypany brokatem. I tak, ponownie narodzony, iskrzący i lśniący, rozpoczyna nowe życie. Jego historia została zmontowana ze zróżnicowanych formalnie i estetycznie scen, które spaja narracja prowadzona przez dwa androgyniczne Anioły, będące rodzajem koryfeuszy. Substancja spektaklu rozpięta jest pomiędzy popkulturowym patchworkiem a klasycznym (choć twórczo złamanym) wzorcem greckiej tragedii. Przestrzeń sprawia wrażenie planu filmowego; aktorom prawie nieustannie towarzyszą operator i dźwiękowiec, a efekt ich pracy jest prezentowany w czasie rzeczywistym na ekranach podwieszonych nad otaczającą scenę publicznością.

Pod względem polifoniczności spektakl jest wierny swojej książkowej podstawie. Powieść Alfreda Döblina także zbudowana jest na zasadzie montażu, prezentuje różne punkty widzenia i korzysta z rozmaitych mediów – obok tradycyjnej narracji fabułę tworzą także przemówienia czy doniesienia prasowe. Jednak choć akcja książki osadzona jest w Berlinie lat 20., w spektaklu kontekst historyczny nie ma najmniejszego znaczenia – mamy tu zarówno elementy kojarzące się z przedwojennymi Niemcami, jak i zabawki wyciągnięte z instrumentarium współczesnej kiczowatej popkultury. Właściwym miejscem akcji jest fantazmatyczna przestrzeń zbiorowej świadomości współczesnych konsumentów kultury.

Anna Met po raz kolejny za pomocą stosunkowo prostych środków stworzyła scenografię będącą żywą i niezwykle trafną metaforą: widzowie zostają wprowadzeni do przestrzeni otoczonej czerwonymi zasłonami, przywodzącej na myśl Czerwony Pokój z Miasteczka Twin Peaks. Trop z pewnością nieprzypadkowy, bo w całym spektaklu znajdziemy liczne nawiązania do dzieł Davida Lyncha. Sam kultowy serial został zbudowany na pewnej dwoistości; na napięciu pomiędzy pozorami małomiasteczkowej przyzwoitości a mrocznymi i tajemniczymi siłami pulsującymi pod tą gładką, nieco kiczowatą powierzchnią. Podobnie zresztą Blue Velvet, którego tytułowa piosenka także wybrzmiewa w spektaklu. Czerwony Pokój nazywany jest przez Slavoja Žižka jednym z Lynchowskich miejsc Złych Przyjemności – czy na podobnej zasadzie nie funkcjonuje w wyobraźni masowej sam Berlin? Znajdujemy się w przestrzeni noir, wśród szemranego towarzystwa, gdzie króluje prawo silniejszego. Jednocześnie dostajemy jasne sygnały, że to tylko fasada – gra aktorska jest oparta na ironicznym dystansie (za wyjątkiem dionizyjskich scen ekstatycznego tańca), broń, którą posługują się gangsterzy, to jedynie błyszczące, wysadzane kryształkami zabawki.

Berlin Alexanderplatz/fot. Krzysztof Bieliński

Berlin Alexanderplatz/fot. Krzysztof Bieliński

Przestrzeń teatru jako przestrzeń zbiorowej psychoanalizy? Lynchowski Czerwony Pokój jest także miejscem, w którym gromadzą się Doppelgängery mieszkańców Twin Peaks – cienie, będące personifikacją mrocznych stron ich osobowości. Od początku spektaklu na scenie obecny jest bezimienny sobowtór Franciszka – jego cień, uważnie śledzący każdy ruch Biberkopfa i inicjujący większość brutalnych momentów fabuły. Ponadto Franza zaczyna łączyć dziwna więź z jednym z członków bandy Pons – porywczym, agresywnym Reinholdem. Ten dopuszcza się czynów, które Biberkopf coraz silniej potępia, niejednokrotnie starając się przemówić przyjacielowi do rozsądku. W końcu pozbawia Franza ręki i morduje jego ukochaną – słodką, niewinną Mintze, „świętą dziwkę”, po tym, gdy dziewczyna przyznaje się do drobnego zauroczenia innym chłopcem. Reinhold z przyjaciela staje się największym wrogiem Franza; ostatecznie okazuje się jednak, że nigdy nie istniał. Był jedynie projekcją Biberkopfa, którego ogromny rozdźwięk między postulowanym obrazem samego siebie a rzeczywistymi skłonnościami doprowadził do rozszczepienia osobowości. Za pomocą Reinholda mógł spełniać swoje najmroczniejsze pragnienia, jednocześnie we własnych oczach pozostając – jak to obiecał na początku – uczciwym obywatelem.

Nowatorskie w zastosowaniu Lynchowskiej metody budowania świata przedstawionego jest to, że Korczakowska nie zamyka uniwersum konfliktu do samego dzieła artystycznego. Podczas gdy u amerykańskiego reżysera zarówno fasadowa rzeczywistość, jak i jej „mroczne podbrzusze” zamykają się w świecie diegetycznym, w Berlin Alexanderplatz mamy tylko tę mroczną sferę. Jasne, Franz Biberkopf wypiera swojego Doppelgängera do tego stopnia, że następuje rozszczepienie, jednak my od początku do końca spektaklu widzimy całość osobowości Franza. Gdzie więc jest ta fasada, pod którą pulsuje okrutny świat Czerwonego Pokoju? Jedynie poza sceną. Tak, to o nas. Pełnymi garściami czerpiąc z rozmaitych kodów popkulturowych spektakl dostarcza nam Złych Przyjemności, których pragniemy i które możemy za pośrednictwem popkultury transpasywnie odczuwać. Filmy gangsterskie, kino noir, krwawe jatki na ekranie pozwalają na uwolnienie iście dionizyjskiej przyjemności przekroczenia granic w przytulnych i bezpiecznych ramach fotela. Pragnienie zostaje zaspokojone, fasada pozostaje nienaruszona, my mamy czyste ręce. Kultura jest więc nie tyle źródłem cierpień, ile (zakazanej) przyjemności właśnie. Zwykle jednak, oglądając kolejne bestialstwa wykonywane cudzą ręką, nie myślimy o sobie w kontekście potencjalnej sprawczości. W duchu potępiając sprawcę, oczyszczamy sumienie. Takiej właśnie iluzji uległ Franz Biberkopf. Zaprzeczył swojej ciemnej stronie. W tym sensie spektakl Korczakowskiej jest rodzajem moralitetu (którą to interpretację wspierają zresztą elementy zaczerpnięte ze struktury klasycznej tragedii). Widzu, poznaj swojego Doppelgängera, zanim będzie za późno.

Historia Franza jest zbudowana w sposób, który każe nam myśleć, że bohater nie ma wyboru, że musi postępować tak, a nie inaczej; czy nie znajdziemy podobnych ludzi w swoim otoczeniu? Ludzi, którym ciągle coś się przytrafia, nieustannie krzywdzonych przez okoliczności? I tu dochodzimy do najsłynniejszego chyba zdania w literaturze amerykańskiej, Melvillowskiego „I woul prefer not to”. Wyjątkowość tej frazy, nad którą głowili się tak wybitni filozofowie, jak choćby Deleuze czy Agamben, polega na tym, że stanowi ona wyraz zarówno całkowitej bierności, jak i ostatecznego upodmiotowienia. Pułapka pozornie tylko gramatycznie jasnej formuły zasadza się na połączeniu wyrażenia preferencji i trybu przypuszczającego. W trzeciej części spektaklu Franz zostaje w zasadzie zredukowany do nieustannie powtarzanego, czasem w zmodyfikowanej formie, zdania „Wolałbym nie”. Podobnie jak kopista Bartleby rezygnuje z czynnego udziału w rzeczywistości, która zawiodła jego oczekiwania, i stosuje przeciw niej cichy, pasywny, ale konsekwentny upór. To połączenie bierności i upodmiotowienia zostało świetnie zilustrowane przez zastosowane rozwiązanie sceniczne. Franz, już jako czysta, uwolniona (anty)wola siedzi na rusztowaniu kilka metrów nad sceną i obserwuje wszystko z góry. Wymknął się niechcianej rzeczywistości, umieścił się poza kontekstem., stał się nieosiągalny. Pod nim oddalone mniej więcej na odległość skoku spoczywa ciało Franza – manekin, z którym w sposób brutalny i obcesowy obchodzą się inne postaci spektaklu.

Wydaje się jednak, że interpretację spektaklu można poprowadzić w kontekście szerszym niż tylko wymiar jednostkowej egzystencji. W tym ujęciu Berlin Alexanderplatz wpisuje się we wciąż modną, choć trochę już przebrzmiałą (należy zaznaczyć, ze premiera miała miejsce w styczniu) dyskusję nad postprawdą. Podobne jak destrukcyjne może być uwierzenie we własną świętość, tak uwierzenie w świętość swojej grupy czy ideologii może mieć jeszcze dalej idące konsekwencje. Na scenie pojawia się mnóstwo odniesień do wszelakich ideologii (na czele jednak z faszystowską), postaci prezentują rozmaite opcje światopoglądowe, którym upust dają w kłótniach czy monologach. W przerwie spektaklu mój towarzysz stwierdził, że to bardzo wygodne z tą filmową wersją spektaklu kręconą na żywo i wyświetlaną na ekranach, bo dzięki temu może trochę odpocząć i zamiast samodzielnie wybierać, na czym skupić uwagę – dać się poprowadzić. Bingo! Wydaje mi się, że w tym właśni tkwi clou spektaklu Korczakowskiej. Te liczne sygnały, że mamy do czynienia z fikcją, ta metateatralność, ten dystans, to jawne eksploatowanie motywów popkulturowych – to wszystko razem krzyczy: „każda wielka narracja jest fałszywa, nie daj się nabrać, kiedy ktoś mówi ci, że wie, jak zbudowany jest świat. Dostępu do obiektywnej prawdy nie ma, są tylko punkty widzenia. Jeśli ktoś próbuje ci przedstawić dookreślony obraz świata – jest to nic innego jak praca operatorska”.

Natalia Kamińska

Alfred Döblin
Berlin Alexanderplatz
Przekład: Izabela Czermakowa
Adaptacja i reżyseria: Natalia Korczakowska
Scenografia: Anna Met
Kostiumy: Marek Adamski
Dramaturgia: Wojtek Zrałek-Kossakowski
Konsultacje choreograficzne: Tomasz Wygoda
Operator kamery: Anu Czerwiński
Światło: Bartosz Nalazek
Muzyka: Marcin Lenarczyk, Bartłomiej Tyciński
Opracowanie muzyczne: Wojtek Zrałek-Kossakowski

Obsada:Tomasz Nosiński, Katarzyna Warnke, Bartosz Porczyk, Stanisław Brudny, Andrzej Szeremeta, Marcin Pempuś, Robert Wasiewicz, Dorota Landowska, Ewelina Żak, Marcin Bosak, Halina Rasiakówna (gościnnie), Krzysztof Zarzecki, Tomasz Wygoda (gościnnie), Anna Paruszyńska oraz Bożena Adamska, Elżbieta Bobrowicz, Maria Borysewicz, Leszek Niedźwiecki, Eugeniusz Ruszczyk i Władysław Stankiewicz

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

twenty − seventeen =