Paulina Trzeciak: Śmiech kontra kapitał, czyli teatr możliwości, a nie teatr niemocy

25 kwietnia 2017

O spektaklu Triumf Woli w reżyserii Moniki Strzępki ze Starego Teatru

w Krakowie w ramach 37. Warszawskich Spotkań Teatralnych

Triumf Woli/fot. Magda Hueckel

Triumf Woli/fot. Magda Hueckel

Politycznie podzieleni, dogłębnie skonfliktowani, bez szans na dialog, my i oni, lemingi i oszołomy – to bardzo skrótowy opis spolaryzowanego polskiego społeczeństwa. Morze twittów, zalew informacji, wzrost nastrojów nacjonalistycznych w Europie, kryzys uchodźczy, kryzys Unii Europejskiej, wojny na Bliskim Wschodzie, terroryzm – te hasła, wyrażające poczucie destabilizacji obecnej rzeczywistości, docierają do nas każdego dnia. Dwie narracje – zarówno globalna jak i lokalna – nie napawają powszechnym optymizmem, ale Strzępka i Demirski z powodzeniem, niemalże bajecznym sposobem wyciągają nas na moment z tej pesymistycznej sytuacji.

Przenosimy się na wyspę położoną pośrodku oceanu, która staje się miejscem konfrontacji ocalonych pasażerów katastrofy lotniczej. Bohaterowie reprezentują społeczny mikrokosmos – na scenie przedstawiony zostaje przekrój klas społecznych, różnych interesów i poglądów, co zawiera w sobie genialny potencjał komiczny (kogo nie śmieszą utarczki górnika ze zrzędzącą inteligencją?). Wzajemne opowiadanie sobie historii staje się centrum akcji przedstawienia oraz sposobem uziemionych bohaterów na spędzanie czasu. Strzępka i Demirski wykorzystują spajające zdolności mowy i języka, zawiązujących wspólnotę i wytwarzających afekt. Powracamy do kultury słowa, która konstruuje rzeczywistość przemieniając język w narzędzie. Każdy znajdujący się na wyspie ma szansę na wyartykułowanie swojej historii, ale jest jedna zasada – może to być tylko pozytywna lub bohaterska opowieść. Wzruszamy się, wysłuchując historii o odważnej postawie pielęgniarek ratujących życie wcześniaka czy o ocaleniu stada małych kaczuszek przez amerykańską biolożkę. Słuchając tych pokrzepiających opowieści współdzielimy je z mówiącymi – stajemy się ich bezpośrednimi odbiorcami, a emocje w magiczny sposób przelewają się pomiędzy widownią a sceną.

Mimo tego, że akcja samego przedstawienia nie jest bliżej sprecyzowana, a sama tematyka dosyć uniwersalna, to na pewno jest osadzona w rzeczywistości nam znajomej — bohaterowie odbierają telefony od konsultantów bankowych czy jasno deklarują, że ich drogie buty były robione w krajach Trzeciego Świata. Nie sposób jednak zauważyć korelacji pomiędzy akcją sceniczną a realiami polskimi. Wszystko dzieje się po katastrofie lotniczej, która w naszym dyskursie publicznym zyskała miano figury symbolicznej, znaku narodowego. Wszystkie skojarzenia nasuwają się samoistnie, a dodam tylko, że Triumf Woli oglądałam 10 kwietnia na Warszawskich Spotkaniach Teatralnych. Rok 2010 utorował drogę ku wzmacniającej się polaryzacji stanowisk polskiego społeczeństwa i wzrastania nastrojów antagonistycznych — efekty dają się zauważyć w obecnej narracji politycznej. Strzępka i Demirski zestawiając na scenie typy osób o całkowicie odmiennych interesach, które na pierwszy rzut oka wykazują ogromny potencjał do pogłębiania konfliktu, pokazują nam, że dialog obywatelski ponad podziałami politycznymi jest możliwy. Pomimo tego, że twórcy odżegnują się od jawnej polityczności oraz nie operują żadnymi znakami o takim ładunku interpretacyjnym, może być to pewnego rodzaju propozycja na odbudowę społeczeństwa po tak silnym rozłamie. Wyjście z nekrotycznej atmosfery podtrzymywanej obrazami żałoby i nieprzepracowanej traumy. Do ugruntowania swojej, mówiąc z przymrużeniem oka, dość naiwnej tezy, wykorzystują zakończoną sukcesem inicjatywę Lesbians and Gays Support the Miners (LGSM) z 1984 roku, która miała miejsce w Wielkiej Brytanii. Sojusz angielskich lesbijek i gejów wsparł pieniężnie związek zawodowy górników, którzy strajkowali przeciwko Thatcherowskim reformom oraz zamykaniu kopalń. W obecnych realiach politycznych takie historie stają się chlebem powszednim, a zwykli, niewidzialni ludzie stają oko w oko w walce z dzierżącym władzę kapitałem.

Triumf Woli/fot. Magda Hueckel

Triumf Woli/fot. Magda Hueckel

Alain Badiou uważał, że komedia ma o wiele większy charakter emancypacyjny aniżeli tragedia, ponieważ znacznie bardziej obnaża dominację zastałych języków oraz ukazuje teatr raczej możliwości niż niemocy[1]. Słuchanie oraz opowiadanie jest chwilowym, empatycznym zatracaniem się w opowieści na rzecz zrozumienia drugiej osoby. Śmiech oraz afekt, jaki produkuje czynność opowiadania sobie historii, oprócz konstytuowania wspólnoty ma być również formą walki z opresyjną rzeczywistością, a dokładnie z realiami kapitalistycznymi. Śmiech vs kapitał — nie bez powodu Demirski pisząc dramat wybiera inicjatywę LGSM, która jawnie pokazuje konflikt istniejący pomiędzy grupami marginalizowanymi oraz regulującą rzeczywistość wydajnością ekonomiczną. Neoliberalną narracją posługują się dwaj młodzi dyrektorzy generalni ogromnej korporacji (M. Czarnik i K. Durman), którzy są czarnymi charakterami hołdującymi „negatywom społecznym” pośród wyspiarskiej społeczności. Nie opowiadają żadnych historii, są symbolem pustego liberalnego hasła „od pucybuta do milionera”, a do tego występują w roli błaznów posługując się cynicznym, obscenicznym dowcipem poprzez wybijanie i lekceważenie innych osób. Czarnik i Durman są uosobieniem najgorszych cech kapitalizmu, ich postawa wyraża się w znanej maksymie – „człowiek człowiekowi wilkiem”, a na każdym kroku zasłaniają się racjonalnością, która stoi w całkowitej opozycji do infantylnej wiary w budującą moc opowiadań. Także po zakończeniu maratonu opowiadań, do którego dołączyli nawet ci najbardziej oporni, oni nadal pozostają na uboczu, podczas gdy przedstawienie w drugiej części przeobraża się w disneyowską bajkę. Aktorzy przeistaczają się w różowe wróżki, niedźwiedzie czy pingwiny.

Triumf Woli to opowieść o empatii, sile wspólnoty i woli – opowiedziana skazaną na sukces dziecinną narracją, bo przecież bajka nie może istnieć bez happy endu i nawet dwójka naszych czarnych charakterów (w tym jeden przebrany za mcdonaldowkskiego klauna) przepraszają zgromadzonych na wyspie za swoje występki. W tym momencie na usta cisnął mi się argument o naiwności, dziecinności, fiasku, jakie czeka cały przekaz poprzez posłużenie się taką konwencją. Natomiast Strzępka i Demirski bardzo szybko zamknęli mi możliwość jakiejkolwiek krytyki i udowodnili, jak świadomie posługują się ową kreacją. Scena końcowa to wyświetlenie na płachcie wraku samolotu napisów końcowych typowych dla disneyowskich realizacji, a wszystko kończy się wspólną piosenką (There is a power in the union – hymn górników angielskich), która ma  przypieczętować to, że dobro zawsze wygrywa ze złem, tylko trzeba bardzo mocno w to wierzyć. Triumf woli jest konceptem przemyślanym na każdym kroku — świadomie wykorzystując krytykę kapitalistycznych mechanizmów (nie robiąc tego w nachalny sposób) oraz posługując się wyolbrzymioną, doprowadzoną do groteski konwencją disneyowskiej bajki.

Motyw i koncepcja dramatu jest bardzo prosta i powszechnie znana (chociażby z Burzy Szekspira czy Przypadków Robinsona Cruzoe). Wykorzystanie toposu wyspy jako przestrzeni zamkniętej jest wykreowaniem miejsca stworzonego do konfrontacji, konfliktu i jakiegoś finalnego rozwiązania. Poza tym stanowi motyw uniwersalny, co też widać w dramacie Demirskiego – bohaterowie są zróżnicowani; na scenie ścierają się ze sobą lesbijki oraz geje wspierający górników, pierwsza kobieta, która przebiegła maraton czy CEO wielkich korporacji. Typizacja postaci obnaża mechanizmy władzy czy naszej rzeczywistości, tym samym trafiając do widowni.

Koncept Strzępki i Demirskiego broni się na każdym kroku i nie można mu zarzucić żadnych niedociągnięć. Energia, którą porwali tłum i zaangażowali widzów (szczególnie w scenie końcowej) jest niewyobrażalna i bardzo dawno nie odczułam w teatrze takiego przepływu emocji. I finalnie, o ile Strzępka i Demirski nie rysują na scenie poważnego projektu politycznego, to jednak pytanie o jego polityczne praxis nasuwa się na myśl jako pierwsze. Czy śmiech nie jest krótkotrwałym panaceum na społeczne bolączki oraz oderwaniem się od brutalnej rzeczywistości chemicznych nalotów? Czy opowiadanie małych i wielkich historii jest wystarczające do zbudowania wspólnoty? Jeśli tak, to jakiej historii potrzebuje Polska? A może po prostu twórcy chcieli nas zabrać na szybką wycieczkę do krainy dialogu, wspólnoty i tego, że o ile wyrazimy chęci ku temu (o ile osiągniemy triumf woli!) – współpraca jest możliwa? Jeśli tak, całemu zespołowi udało się to wyśmienicie.

Paulina Trzeciak

Paweł Demirski

Triumf Woli

premiera: 31.12.2016, Teatr Stary w Krakowie

reżyseria: Monika Strzępka

dramaturgia: Paweł Demirski

scenografia: Martyna Solecka

kostiumy: Arek Ślesiński

muzyka: Stefan Wesołowski

ruch sceniczny: Jarosław Staniek

inspicjent, sufler, asystent reżysera: Hanna Nowak

Obsada:

Juliusz Chrząstowski, Marcin Czarnik, Monika Frajczyk, Radosław Krzyżowski, Michał Majnicz, Marta Nieradkiewicz, Dorota Pomykała, Anna Radwan, Dorota Segda, Małgorzata Zawadzka, Krzysztof Zawadzki, Krystian Durman, Adam Nawojczyk


[1] Paweł Mościcki, Polityka teatru. Eseje o sztuce angażującej, Krytyka Polityczna, Warszawa 2008.

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

eighteen − five =