Paulina Trzeciak: SO WHITE. SO BAD

28 stycznia 2017

Polemika z recenzją, która ukazała się na łamach e-teatru w sprawie performansu So Emotional koncepcji Przemka Kamińskiego, Mateusza Szymanówki i Marty Ziółek w Nowym Teatrze w Warszawie

So Emotional/fot. Katarzyna Szugajew

So Emotional/fot. Katarzyna Szugajew

 

Marta Ziółek wnosi na polską scenę sztuki nową jakość. Tylko jakiej sztuki i jaką scenę? Teatru, performansu, sztuk wizualnych czy tańca? Tutaj pojawia się pierwszy problem w zrozumieniu tego, czym jest ta twórczość. Ziółek umiejętnie porusza się po cienkiej granicy pomiędzy tymi wszystkimi (i nie tylko) sferami. Łapiemy się za głowę w szukaniu odpowiednich interpretacji. Narzędzia teatralne przestały wystarczać.

Powtórzę jeszcze raz: to, co robi Ziółek, jest bardzo ważnym fenomenem i przełamaniem w polskim teatrze. Każdemu rekomenduję uważne śledzenie jej poczynań artystycznych oraz przejście się kilka razy na spacer do Nowego Teatru czy Komuny. TO mnie zachwyciło, ale So Emotional raczej mocno przygnębiło.

Z recenzji performansu Ziółek, Kamińskiego i Szymanówki na e-teatrze dowiadujemy się, że artystka śpiewa piosenkę Whitney Houston, jest to niestety błędne rozpoznanie i wymaga sprostowania.Nie, to nie jest Whitney Houston. W finałowej scenie Ziółek nie śpiewa romantycznej piosenki o miłości, tylko zapuszcza się w niebezpieczne tereny Long Beach. Płyta Summertime ’06 Vince’a Staplesa, z której pochodzi utwór Lift me up, wybrzmiewający w So Emotional, jest wypełniona emocjami po brzegi. Tylko jakiego typu są to emocje? Przyjrzymy się temu bliżej. Cała płyta, jak i ten utwór, jest bardzo osobistą opowieścią o życiu dorastającego, afroamerykańskiego chłopaka w mieście, w którym przemoc i gangi należą do porządku dziennego. Nie muszę chyba wspominać, jak ogromne znaczenie ma w tym wszystkim dyskryminacja rasowa i klasowa, która wciąż dotyka społeczności afroamerykańskie w Stanach Zjednoczonych. Przypominam głośne zamieszki w Ferguson, sytuację z Minneapolis czy działalność ruchu społecznego Black Lives Matters.

Wakacje 2006 roku były dla Vince’a Staplesa momentem przełomowym w jego dojrzewaniu i rozumieniu świata, na co wskazuje notka, którą opublikował na Instagramie[1]. Uświadomił sobie, że otaczająca go rzeczywistość składa się z przemocy i brutalności, która jest niemożliwa do pokonania. Ponadto zachęcam wszystkich do starannego przesłuchania tej płyty, w której przemoc, gangi, narkotyki, broń, dyskryminacja oparta na uwarunkowaniach klasowych, niemożność wydobycia się z sytuacji, w jakiej znajduje się Vince, są elementami silnie obecnymi.

Do tej pory Marta Ziółek wiarygodnie i świadomie posługiwała się estetyką popkultury w swoich performansach. Teraz odebrała sobie tę autentyczność. Apropriacja kulturowa, jaka miała miejsce w So emotional, była przywłaszczeniem konkretnych, osobistych wyznań amerykańskiego muzyka, które były niestosowne i nie odpowiadały tematyce przedstawienia poruszanej przez Ziółek.

Internet jest przeładowany nadmiarem informacji. Jest też przeładowany nadmiarem różnych emocji, które po nim krążą. To wszystko jest zbitką wyestetyzowanych i sztucznych form, które nas kreują. Czym jest przeżywanie emocji w czasach późnego kapitalizmu i internetu? Co może stać się narzędziem emancypacji i czy może to być ciało? Dwójka performerów na scenie ma założone białe maski. Żadna z nich nie przedstawia konkretnego wyrazu twarzy – odzwierciedlają pustkę. Pustkę internetu, życia codziennego i naszych emocji. To samo przedstawia biała, sterylna przestrzeń. Interpretowanie białych masek i estetyki postinternetowej poprzez odniesienie się do działalności Anonymous (jak sugeruje recenzja opublikowana przez e-teatr) jest całkowicie nietrafiona. Anonymous to zupełnie inna historia, inny obszar działalności i jedyne, luźne powiązane, jakie można zbudować z So emotional, to kwestia anonimowości. Jest to natomiast niewystarczająca i bardzo upraszczająca interpretacja estetyki postinternetowej w opisywanym performansie.

Wykorzystanie utworu Lift me up Staplesa (obracającego się w zupełnie odmiennej rzeczywistości, dotykającego poważnych kwestii rasowych, wypełnionego osobistymi wyznaniami i przede wszystkich odwołującego się do całkowicie innego doświadczenia, którym jest emocjonalność) do zaprezentowania takiej tematyki jest sporym nietaktem. Jest to zawłaszczanie elementów kultury mniejszościowej przez kulturę dominującą, która wyjmuje dane elementy tej kultury z całej sieci kontekstów, w jakie jest uwikłana. Przykro mi o tym pisać, ale wszystko wygląda tak, jakby biali artyści z uprzywilejowanej pozycji badali świat emocji.

Nie chcę przez to powiedzieć, że refleksja, którą proponują twórcy, jest nieinteresująca. To są bardzo istotne problemy, które dotykają coraz więcej osób i społeczeństw. Natomiast zdecydowanie nie powinno się do tego wykorzystywać takich utworów. Odczytuje to jako sporą pomyłkę, dopuszczenie się apropriacji kulturowej oraz w jakimś stopniu nieznajomość kultury popularnej.

Paulina Trzeciak

So Emotional

koncepcja: Przemysław Kamiński, Mateusz Szymanówka, Marta Ziółek

choreografia i performans: Przemek Kamiński, Marta Ziółek

dramaturgia: Mateusz Szymanówka

produkcja: Nowy Teatr w Warszawie

 

Piotr Ziółkowski, So good. So emotional, 17.01.2017, e-teatr.pl

[1] At the end of the day we’re all dead anyway. At least where I come from. Love tore us all apart. Jabari, Chris, Shard, Tom, Richy, Tyson, Tony, Shelly, Phil, Marcel, Brandon, Steve, Jaron, Tay. Too many to name, too much to forget. Summer of 2006, the beginning of the end of everything I though I knew. Youth was stolen from my city that Summer and Im left alone to tell the story.

http://consequenceofsound.net/2015/07/vince-staples-lift-me-up/

tagi: , | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

12 − 4 =