Przeżycie teatru

5 kwietnia 2013

Rozmowa z Jackiem Kopcińskim, redaktorem naczelnym czasopisma „Teatr”, przeprowadzona z okazji 52. Międzynarodowego Dnia Teatru.

Jacek Kopciński

Martyna Bielińska: Czy jest to dla Pana wyjątkowy dzień w roku, czy jest co świętować?

Jacek Kopciński: Dobrze, że teatr ma swój dzień. To znaczy, że nadal, mimo wielu zmian, jakie przyniosły ostatnie lata, zachował swoją rangę. Tego dnia doceniamy wartość teatru jako takiego, choć jego stan obecny pod wieloma względami może rozczarowywać. Dla mnie ważne jest to, że sztuka teatru, czyli sztuka kreowania iluzji bardzo umownymi środkami w celu wypowiedzenia tu i teraz duchowej prawdy o człowieku, nadal istnieje. Albo inaczej: ciągle rodzi się na nowo. Dzień teatru to dla mnie jego urodziny.

Martyna Bielińska: Jaka Pańskim zdaniem jest kondycja dzisiejszego teatru?

Jacek Kopciński: Słaba i wiele rzeczy mnie niepokoi. Z jednej strony teatr skomercjalizował się i naprawdę dobrzy aktorzy zagrywają się w spektaklach bulwarowych u boku telewizyjnych gwiazdek. Ale i teatr poszukujący bywa bardzo rozczarowujący. Uważam na przykład, że nurt tzw. sztuki krytycznej zbyt często przynosi spektakle poronione, które w gruncie rzeczy obniżają a nawet niszczą rangę teatru na jego różnych poziomach: filozoficznym, estetycznym, warsztatowym. Takie przedstawienia, jak „Balladyna” w reżyserii Garbaczewskiego pozwalają sądzić, że sztuka krytyczna to jest projekt czysto ideologiczny, nastawiony na gwałtowną zmianę paradygmatu naszej kultury, a nie jej rozwój. Dokonuje się to zresztą kosztem samego teatru, bo sztuka krytyczna w gruncie rzeczy nie chce być sztuką, kontestuje estetykę, a nawet ją oskarża o udział w kreowaniu opresyjnej rzeczywistości społecznej. Na szczęście teatr potrafi zachwycić nawet swoich przeciwników, czego przykładem jest dla mnie „W imię Jakuba S.” duetu Strzępka-Demirski, spektakl wywrotowy, mocno zaangażowany w krytykę społeczną, ale jednocześnie perfekcyjnie skonstruowany i świetnie zagrany. Teatr jest po prostu silniejszy od sezonowych mód intelektualnych, sięga dna naszej wyobraźni, głębi uczuć, podstaw egzystencji.

Martyna Bielińska: Czy myśląc o teatrze dzisiejszym – współczesnym, odczuwa Pan głównie nostalgię za teatrem czasu minionego?

Jacek Kopciński: Nie odczuwam nostalgii, raczej złość, że tak marnujemy bezcenny skarb. Nie mogę na przykład pogodzić się z tym, że w latach 90. teatr odwrócił się od dramatu – myślę, że straciły na tym obie strony. Ostatnio wydałem antologię dramatu końca XX wieku („Transformacja. Dramat polski po 1989 roku”) – połowa zebranych tam sztuk nie doczekała się swojej premiery albo zagrana była tylko raz. Na szczęście teatr dramatyczny wcale nie umarł, a nowa dramaturgia tak jak dawniej inicjuje w nim ciekawe zmiany. Z uwagą śledzę na przykład dramaturgiczne inicjatywy teatru w Bydgoszczy, a „Popiełuszko” Sikorskiej-Miszczuk w reżyserii Pawła Łysaka to bardzo interesujący spektakl. Smucę się więc, gdy słyszę od Ewy Lachnit, że jej bardzo ciekawy dramat „Człowiek ze śmieci” nigdy nie został zrealizowany, bo wydał się „za trudny” dyrektorom teatrów. Taka kapitulacja to śmierć teatru. Ale odczuwam też wariacką radość, gdy teatr się odradza, w nowych formach, niekoniecznie dramatycznych, ale w zgodzie ze sobą, swoją istotą. Gdy uderza nas pięknem, emocją, fantastyczną metaforą, która łapie nasze doświadczenie i rozszczepia je na sto wariantów jak pryzmat. Jarzyna, Cieplak, Klata, Passini, Duda Gracz, Augustynowicz, Tomaszuk, Wiśniewski, Glińska to polscy reżyserzy średniego i młodszego pokolenia, którzy obecnie ciekawią mnie najbardziej.

Martyna Bielińska: Jaka jest rola teatru dla współczesnego człowieka?

Jacek Kopciński: Współczesny człowiek ma szansę skonfrontować się w teatrze z tym, co poza teatrem jest NIEWYRAŻALNE. Używam tego słowa ze świadomością jego wieloznaczności, bo zakres tej niewyrażalności jest duży: od tabu kulturowych i społecznych, po idee filozoficzne czy prawdy wiary. Człowiek w teatrze staje twarzą w twarz z tajemnicami pojedynczych ludzi, wspólnot i całej ludzkości – nie tak jak poeta czy filozof, bo TU I TERAZ, W SPECJALNYM CZASIE I W SPECJALNEJ PRZESTRZENI, zaaranżowanej po to, żeby uczuciem, rozumem i zmysłami objąć jakąś prawdę o nas. Objąć czyli zrozumieć i przeżyć. Teatr po to został wymyślony (a raczej dlatego zaistniał), żeby pozwolić ludziom na taką poznawczą konfrontację: komedia – by złamać zmowę milczenia o sprawach społecznie ważnych, tragedia – by złamać boski kod ludzkiego przeznaczenia. Kolejne epoki inaczej oczywiście to definiowały, ale zasadniczo stale krążymy wokół tego, czego boimy się wypowiedzieć (a teatr to robi), lub czego nie potrafimy nazwać (a teatr to potrafi). Dlatego tak cenię artystów teatru: dramatopisarzy, reżyserów i aktorów, bo oni mają w rękach narzędzia poznania! Oczywiście, że teatr ma wiele odmian i nie każdy spektakl (nie każda konwencja, estetyka, nie każdy styl) pozwalają zająć się tym, co niewyrażalne. Ale kiedy się już to staje, uczestniczy w zdarzeniu wyjątkowym.

Martyna Bielińska: Jaki teatr powinien być? (Czy mógłby Pan nakreślić prognozę ”teatru przyszłości”?)

Jacek Kopciński: Teatr przyszłości jest nie do wyobrażenia, bo nie do wyobrażenia jest sama przyszłość. Wiele jednak wskazuje na to, że przyszłość na różne sposoby będzie nas „odczłowieczać” (jak chciał Witkacy), a teatr na różne sposoby będzie nas z powrotem „doczłowieczać”. Może się to jednak odbywać w sposób bardzo zaskakujący, nieprzewidywalny. W marcowym numerze „Teatru” drukujemy materiały o japońskim teatrze robotycznym, w którym na poziomie duchowym androidy mają więcej cech ludzkich niż ludzie. Android, czyli maszyna, podtrzymuje na duchu umierającą bohaterkę, recytując jej wiersze, których ludzie już nie pamiętają. Android też czuwa przy umierających w miejscu skażenia, dokąd ludzie boją się zbliżyć. Paradoksalnie w świecie, który zamienił ludzi w demony, aniołami stają się roboty. Ich obecność na scenie tworzy niesamowity efekt innej, jakby głębszej, mocniejszej obecności – myślę, że teatr przyszłości zaskoczy nas jeszcze na wiele innych sposobów.

Martyna Bielińska: U podstaw ustanowienia Międzynarodowego dnia teatru jest postulat o jego popularyzacje, czy teatr trzeba upowszechniać?

Jacek Kopciński: Tak, teatr trzeba upowszechniać, bo kino, telewizja, komputer gaszą pragnienie uczestnictwa w teatralnym zdarzeniu. Nie jest tak, że im więcej czasu spędzamy przed ekranem, tym bardziej pragniemy wejść w tę wyjątkową rzeczywistość równoległą, jaką jest teatr, i poddać się jej działaniu. Organ nieużywany usycha – podobnie jest z wyobraźnią, uczuciami, refleksją. Upowszechnianie jest więc jak rehabilitacja zwichniętej nogi. Dodajmy, że wymaga ono trudu i nie przynosi szybkiej satysfakcji. Od kilku lat prowadzę miesięcznik „Teatr”, robiąc mnóstwo, by, zachowując wysoki poziom pisma, dotrzeć do szerszego grona czytelników. Nowy kształt pisma, nowy, atrakcyjny layout, nowi autorzy, nowe kontakty, patronaty, promocje – i nadal tkwimy na poziomie półtora tysiąca czytelników…

Martyna Bielińska: Czy zajmowanie się teatrem stało się działalnością niszową?

Jacek Kopciński: Niestety tak. Nie jesteśmy częścią popkultury, a wszystko, co nie mieści się w jej paradygmacie, chowa się w niszy. Ale ta nisza wcale nie jest taka mała, na dodatek siedzimy tam razem z muzykami, plastykami, poetami, a więc w zupełnie niezłym towarzystwie. W tej niszy nie ma ani wielu odbiorców, ani wielkich pieniędzy, ani wielkiej władzy. Niektórych to frustruje i z zapałem rzucają się w ramiona międzynarodowych kuratorów, którzy zdają się gwarantować szeroką publiczność, światowe honoraria i wpływ na zbiorową świadomość a nawet kodeksy i konstytucje (jak w przypadku zaangażowań teatru na rzecz równouprawnienia mniejszości seksualnych etc). Niestety teatr rzucony na szeroką wodę festiwali odrywa się od lokalnych doświadczeń i zamienia w globalny produkt (cóż, że awangardowy). Jesteśmy niszowi, bo zawsze rozmawiamy z widzami językiem zrozumiałym tu i teraz na tematy obecne w naszej kulturze zawsze i wszędzie. Próba wyjścia poza lokalną niszę i zachowania oryginalności oraz kontaktu z widzami udaje rzadko.

                                                                                     Rozmawiała Martyna Bielińska

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

4 × one =