Robert Mróz: Schronienie

16 grudnia 2010

Wy, którzy z rosnącym rozczarowaniem obserwowaliście rozwój reżyserskiej kariery François Ozona – odetchnijcie z ulgą. Francuz znów nakręcił kameralny, subtelny dramat w duchu swoich pierwszych filmów. I zrobił to lepiej niż kiedykolwiek.

Kadr z filmuFrançois Ozon, u początku wieku obwołany wschodzącą gwiazdą francuskiej kinematografii za sprawą filmów takich jak Pod piaskiem czy Basen, jest niewątpliwie człowiekiem zapracowanym. Kręcąc średnio jeden film rocznie, nie może mieć zbyt wiele czasu na odpoczynek. Wszystko byłoby w porządku, gdyby tylko reżyserowi udawało się przekuć ilość w jakość. Niestety, jego ostatnie, eksperymentalne dokonania – Angel, a nade wszystko fatalny Ricky ? były przede wszystkim świadectwem twórczej niemocy i zagubienia w świecie formalnego wysmakowania i gry konwencjami (z czego Ozon znany jest od zawsze), z których nie wynikała żadna świeża treść. Na szczęście w kluczowym momencie francuski twórca potrafił zauważyć swoje błędy i zdecydować się na powrót do korzeni.

Niemal wszystkie filmy Francuza opierały się na zabawie z konwencją (musicalu w 8 kobietach czy melodramatu w Angel), jednak wspomniane już Pod piaskiem i Basen swoją siłę czerpały przede wszystkim z subtelności. Ozon, jak niewielu mu współczesnych, potrafił zagłębić się w meandry ludzkiej – głównie kobiecej – psychiki, najważniejsze informacje przekazując przez niedopowiedzenia, pozostawiając widzowi dużą swobodę interpretacyjną, a równocześnie wydobywając z pozornie nieistotnych momentów bogactwo emocji rzadko spotykane w konwencjonalnych dramatach. Tą drogą podąża także w Schronieniu.

Oto Mousse i Louis. Poznajemy ich w sytuacji intymnej – właśnie wstrzykują sobie w żyły heroinę. Następnego ranka budzi się tylko ona i, leżąc w szpitalnej sali, dowiaduje się nie tylko o śmierci chłopaka, ale także o tym, że jest w ciąży. Nie ulegając presji matki Louisa, nie zgadza się na aborcję i, chcąc odciąć się od świata, wyjeżdża do cichej wioski przy granicy z Hiszpanią. I gdy zaczynamy się zastanawiać, kiedy znów sięgnie po strzykawkę, Ozon ucina wszelkie spekulacje, fundując nam kilkumiesięczną elipsę. Wtedy to w odwiedziny do Mousse przyjeżdża Paul, brat zmarłego, i, choć niezadowolona, kobieta pozwala mu zostać kilka dni. Od tego momentu obserwujemy proces powolnego zbliżania się do siebie dwojga zagubionych ludzi, cierpiących z powodu braku oparcia w rodzinie, społecznego wykluczenia, własnych słabości. Mousse, zdecydowana urodzić dziecko, nie traktuje go jednak jak człowieka, nie chce z nim rozmawiać ani zastanowić się nad imieniem, a Paul, homoseksualista nigdy w pełni niezaakceptowany przez rodzinę, nie potrafi zbliżyć się do matki. Stopniowo stają się sobie niezbędni ? jako powiernicy głęboko skrywanych sekretów, ostoje czułości i zrozumienia. Nie ma jednak co liczyć na wybuch skrywanych namiętności i całkowite uzdrowienie bohaterów dzięki niespodziewanej miłości, prowadzące prostą i równą drogą do łzawego happy endu. Maestria Ozona najpełniej objawia się właśnie w braku przesady – Mousse zdaje się odnajdywać równowagę psychiczną, ale wciąż nie jest gotowa do poświęcenia, jakim jest macierzyństwo. Odnajduje w Paulu jedyną bratnią duszę, ale nadal czuje potrzebę odosobnienia. Przy tym widz wychodzi z kina spokojny o los bohaterów, świadomy, iż przez te kilka spędzonych razem dni połączyła ich nierozerwalna więź, przypieczętowana zresztą bardzo wyraziście w końcówce. Nawet jeśli rozwiązanie problemów nie nastąpiło na naszych oczach, to przecież, gdy tylko Mousse ostatecznie zdecyduje się powrócić ze swojego schronienia, wszystko się ułoży. Uniknąwszy optymistycznego banału, nie popadł Ozon w czarnowidztwo, z gracją balansując pomiędzy blaskiem i cieniem ludzkiego życia.

Bardzo prosta konstrukcja filmu, który prawie całkowicie pozbawiony jest wątków pobocznych i punktów zwrotnych i rozgrywa się w powolnym rytmie otaczającej bohaterów przyrody, wymagała niemałego wysiłku od aktorów, a przede wszystkim od grającej główną rolę Isabelle Carré. Cyfrowa kamera śledzi ją z niemal dokumentalistyczną precyzją, na dużych zbliżeniach ukazując detale twarzy i ciała, podążając za nią do ogrodu, dyskoteki, na plażę, wszędzie. Pokazuje ją na tle spokojnej, rozświetlonej światłem południowego słońca przyrody, by za chwilę wprowadzić we frenetycznie pulsujący blask klubowych reflektorów, podkreślając tym samym zmiany nastrojów bohaterki.

Formuła maksymalnego zbliżenia do postaci, próba jak najbardziej naturalnego ukazania jej emocji, wymaga od aktora raczej bycia niż grania. Jednak dużo łatwiej jest to powiedzieć, niż rzeczywiście zrealizować na ekranie. Nie od dziś wiadomo, iż efekt niewymuszonej naturalności jest najtrudniejszy do osiągnięcia, a gdy wiemy, że Isabelle Carré rzeczywiście podczas kręcenia Schronienia była w ciąży, nietrudno wyobrazić sobie, jakim poświęceniem, iloma łzami i wybuchami emocji okupiona była praca nad tym filmem. Szczególnie, że efekt jest naprawdę znakomity i – właśnie – naturalny.

Partnerujący odtwórczyni głównej roli debiutant Louis-Ronan Choisy również z wyczuciem wciela się w delikatnego, starającego się pomóc Paula, a że bardziej niż jako aktor znany jest jako piosenkarz i kompozytor, użyczył swego muzycznego talentu na potrzeby Schronienia. Fortepianowe motywy idealnie dopełniają impresyjnego charakteru filmu, a wykonywana przez Choisy?ego piosenka jest po prostu przepiękna.

François Ozon tym filmem dobitnie pokazuje, że do stworzenia zajmującej historii nie potrzebuje pałaców ani dzieciaków ze skrzydełkami, a jedynie pomysłu wziętego z życia, cyfrowej kamery i kilkuosobowej obsady. Szkoda tylko, że polscy widzowie jak zwykle z zazdrością patrzą na Zachód – nad Sekwaną do kin wszedł już nowy film Ozona, Potiche, a Schronienie światową premierę miało ponad rok temu. Jednak zamiast narzekać, lepiej po prostu wybrać się do kina, bo szkoda byłoby przegapić tak dobrą okazję do doświadczenia odrobiny magii X Muzy.

Robert Mróz

Schronienie
Reżyseria: François Ozon
Scenariusz: Mathieu Hippeau, François Ozon
Występują: Isabelle Carré, Louis-Ronan Choisy, Pierre Louis-Calixte, Melvil Poupaud, Claire Vernet i inni
Zdjęcia: Mathias Raaflaub
Muzyka: Louis-Ronan Choisy
Kraj produkcji: Francja
Rok produkcji: 2009
Dystrybucja: SPInka

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

19 + 1 =