Ryszard Abraham: Talenta są to w ręku szalonych latarnie…

12 grudnia 2015

Rozmowa z ADRIANEM ZAREMBĄ, tegorocznym absolwentem Wydziału Aktorskiego warszawskiej Akademii Teatralnej, aktorem Teatru Narodowego

Adrian Zaremba/fot. Sylwia Dąbrowa, Polska Press

Adrian Zaremba/fot. Sylwia Dąbrowa, Polska Press

Ryszard Abraham: Pamiętasz pierwsze przedstawienie teatralne, jakie widziałeś?

Adrian Zaremba: Nie do końca to potrafię umiejscowić w czasie, określić dokładnie ile lat wtedy miałem (zdaje mi się, że było to w zerówce). Za to dokładnie pamiętam, że była to Pchła Szachrajka Jana Brzechwy. Spektakl odbywał się w Gdańsku, był to wyjazd zorganizowany przez przedszkole lub szkołę. Teatr, w którym miało miejsce to zdarzenie, ani twórcy przedstawienia nie pozostawili niestety śladu w mojej pamięci.

Pochodzisz z Gdyni – miasta o dużych tradycjach kulturalnych. Masz za sobą doświadczenia związane z udziałem w szkolnych akademiach, konkursach recytatorskich, teatrze amatorskim?

Jeszcze w gimnazjum z przyjaciółmi „bawiliśmy się” w kabaret. Polegało to na tym, że na potrzeby występów szkolnych adaptowaliśmy znane teksty kabaretowe i przedstawialiśmy je na różnych uroczystościach. Odtwarzaliśmy znane skecze, monologi i piosenki. Staraliśmy się być bardzo wierni oryginałom (śmiech). Nie ominął mnie również udział w upamiętnianiu kolejnych rocznic 11-go Listopada czy 3-go Maja. Natomiast w Liceum, uczęszczałem do teatru „Junior” przy Teatrze Muzycznym w Gdyni oraz w tym samym miejscu byłem uczestnikiem (przez pół roku) zajęć dla młodzieży.

Często w młodym wieku poznajemy osoby, które mają decydujący wpływ na nasze wybory życiowe. Czasem jest to polonistka, instruktor teatralny, rodzic. Był ktoś taki, kto utwierdził Cię w przekonaniu, że powinieneś zostać aktorem?

Taką osobą była Monika Jarząbek, która wówczas prowadziła zajęcia w teatrze „Junior”.

Do szkoły teatralnej zdałeś za pierwszym razem. Jak się przygotowywałeś do egzaminów wstępnych? Korzystałeś z poradni konsultacyjnej, brałeś udział w warsztatach, kursach przygotowawczych?

Mnie i kolegę przygotowywała do egzaminu pani Monika. Raz skorzystałem z konsultacji dla kandydatów na wydział aktorski w Akademii Teatralnej, byłem też na dniach otwartych na tej uczelni. Korzystając z pobytu w Warszawie zobaczyłem również dwa przedstawienia w stołecznych teatrach – Skarpetki Opus 124 w reżyserii Macieja Englerta w Teatrze Współczesnym oraz Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku w reżyserii Przemysława Wojcieszka w TR Warszawa.

Bardzo popularne w środowisku jest stwierdzenie, że „aktorem trzeba się urodzić”. Jakie należy mieć predyspozycje, żeby zacząć realnie myśleć o wykonywaniu zawodu aktora?

Nie wiem, kto powiedział to zdanie, które zacytowałeś, ale ja nie uważam, że do tego zawodu trzeba się urodzić. Dotyczy to zarówno aktorstwa, jak i każdego innego fachu. Jeśli natura coś nam daje, to jedynie pewne cechy, które są bardzo przydatne i wiele ułatwiają w dalszej edukacji teatralnej: dobra dykcja, słuch muzyczny, wyczucie rytmu, zdolność szybkiego zapamiętywania tekstu, łatwość nawiązywania kontaktu, bezpośredniość w wyrażaniu swoich uczuć, pewność siebie.

Czyli aktorstwa można się nauczyć?

Zdecydowanie tak! Daleki jestem od wszelkiego idealizowania i dotyczy to w równej mierze życia, jak i zawodu.

Kiedy spoglądam na plan zajęć wydziału aktorskiego, to wygląda on bardzo imponująco i wszechstronnie. Od impostacji głosu, przez piosenkę, szermierkę, taniec, sceny wierszem, gimnastykę, po wykłady z historii literatury i teatru aż po zajęcia z kamerą. A czy jest coś, czego szkoła teatralna nie uczy, a co bardzo by się przydało?

Przydałoby się więcej wiedzy dotyczącej współczesnego teatru polskiego i światowego po 1989 roku. Wychodząc ze szkoły znamy szczegółowo biografię Aleksandra Zelwerowicza, a nic nie wiemy o najnowszych trendach teatralnych na Zachodzie czy Wschodzie Europy. Inną kwestią, której mi brakuje w edukacji artystycznej, to zwiększenie nacisku na SENS w tworzeniu roli. Czasami forma wydaje się ważniejsza, niż SENS. A wolałbym, żeby było odwrotnie.

W Akademii Teatralnej zagrałeś w Filmie Andrzeja Strzeleckiego i w Sześciu portretach z mewą w tle Andrzeja Domalika. To dwa różne gatunkowo teksty: pierwszy to autorska, współczesna zabawa konwencją teatralną, natomiast drugi – rosyjska klasyka wyreżyserowana przez „czechowowskiego specjalistę”. Wolisz grać w przedstawieniach na podstawie współczesnych dramatów czy klasyków literatury?

Nie ma to znaczenia czy tekst jest współczesny czy klasyczny. Ważniejsza jest dla mnie treść i historia, którą chcemy z reżyserem opowiedzieć. W klasycznym tekście, w którym odnaleziono uniwersalne treści, nie ma nic przestarzałego, koturnowego, odległego.

Grasz w interesujących produkcjach filmowych. Zadebiutowałeś w serialu Wojciecha Smarzowskiego Bez Tajemnic. Z tym samym reżyserem spotkałeś się na planie Wołynia. międzyczasie zagrałeś u Władysława Pasikowskiego w Jacku Strongu i Wojciecha Adamczyka w Dziewczynach ze Lwowa. Niedawno zakończyłeś zdjęcia do Powidoków Andrzeja Wajdy. To Twój wybór, że tak konsekwentnie grasz u uznanych reżyserów, a unikasz  telenowel i wieloodcinkowych seriali?

To byłby duży luksus, gdyby to zależało tylko i wyłącznie od mojego wyboru. Tak nie jest. Mam dużo szczęścia. Na razie, świadomie nie przyjmuję ról w telenowelach. Dobra jest taka filozofia i warto ją sobie przyswoić, że dla aktora wstyd to źle zagrać. Tylko i wyłącznie. Trzeba za coś zapłacić rachunki, utrzymać rodzinę i niekiedy po prostu trzeba przyjmować każdą rolę, jaka zostanie zaproponowana i nie zważać na jakość artystyczną danego projektu. Taki zawód. Ja na razie nie mam takich dylematów.

Z jakim reżyserem chciałbyś pracować na planie filmowym?

Moja odpowiedź będzie z kategorii „marzenie ściętej głowy”: Steve McQueen (śmiech).

Zdobycie roli w filmie wiąże się z długą drogą eliminacji, castingów i zdjęć próbnych. Jaki etap jest najbardziej trudny, stresujący w tym całym wyścigu? 

Ktoś mi kiedyś powiedział, że casting to jest spotkanie z postacią. Początek, pierwsza selekcja jest najtrudniejsza, bo wtedy najmniej wiem o bohaterze, którego mam ewentualnie zagrać. Warto być bardzo dobrze przygotowanym (mimo, iż tak niewiele informacji się uzyskuje), znać tekst, bo to ułatwia opanowanie tej stresującej sytuacji. Bywają zdjęcia próbne, które są wspaniale zorganizowane i dostajemy od razu cały scenariusz lub komplet informacji o postaci, opis motywacji, biografię bohatera i to bardzo ułatwia w przeprowadzeniu logicznego przebiegu sytuacji.

Krystyna Janda powiedziała w wywiadzie udzielonym Łukaszowi Maciejewskiemu: (…) Dla mnie ten zawód to nie jest komuna, to nie jest religia, wyznanie ani zakon – to tylko profesja. Buduję role tak, jakbym stawiała płoty. W aktorstwie nie ma niczego nadzwyczajnego. Nigdy nie uprawiałam tej profesji uduchowiona. Na scenie najpierw poszukuje sensu, potem środków wyrazu (…). Jesteś już w stanie określić czym jest dla ciebie aktorstwo?

Jeżeli mogę być na tyle zarozumiały, żeby podpisać się pod tym co pani Janda powiedziała, to zrobię to.

W sztuce „Maria Callas. Master Class” Terrence McNally, diva mówi w swoim końcowym monologu: (…) Świat się nie zawali, jeśli nie będzie więcej przedstawień Traviaty. Świat będzie się kręcić i bez nas, ale chcę wierzyć, że wybierając sztukę, przyczynimy się do tego, że stanie się lepszy. Że zostawiamy go bogatszym i mądrzejszym dzięki sztuce. Im jestem starsza, tym mniej wiem, ale jestem pewna, że to, co robimy, ma sens. (…)

O posłannictwie i misji aktora możemy rozmawiać tutaj, przy herbacie i ciastkach, w pracy lepiej tego unikać. Na co dzień aktor powinien się skupić na wykonywaniu na scenie zadań ustalonych wespół z reżyserem, które będą oddziaływać na widza, dając mu chwile wzruszeń, zadumy, radości lub zabawy. Tyle.

Od sezonu 2015/16 jesteś etatowym aktorem Teatru Narodowego. Zadebiutowałeś rolą w Kordianie w reżyserii Jana Englerta. Wcześniej brałeś udział na tej scenie w czytaniu poematu narodowego Pan Tadeusz w reżyserii Piotra Cieplaka. Nad czym obecnie pracujesz?

Rozpocząłem próby do Dziadów w reżyserii Eimuntasa Nekrošiusa. Premiera w marcu – zapraszam.

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.

                                                                                       Rozmawiał: Ryszard Abraham

tagi: | Wersja do druku | |

5 komentarzy do Ryszard Abraham: Talenta są to w ręku szalonych latarnie…

  1. Kasia, 13 grudnia 2015 o 16:02

    Ciekawy wywiad! Natomiast przykre jest, ba tragiczne, jeśli aktor Teatru Narodowego (!) mówi „w Liceum, uczęszczałem do teatru „Junior” przy Teatrze Muzycznym w Gdyni(…) Wychodząc ze szkoły znamy szczegółowo biografię Aleksandra Zelwerowicza, a nic nie wiemy o najnowszych trendach teatralnych na Zachodzie czy Wschodzie Europie”, nie najlepiej świadczy to o poziomie nauczania w Teatrze Muzycznym w Gdyni i Wydziału Aktorskiego warszawskiej Akademii Teatralnej, skoro absolwentem AT jest Andrzej Seweryn a TM Jerzy Jeszke – oboje zrobili światową karierę na cenie teatralnej, w teatrze dramatycznym i muzycznym, a rzeczony aktor wie NIC o tych aktorach i ich osiągnięciach; nie miał z nimi konsultacji? Podniecamy się serialowymi gwiazdkami jednego sezonu a nie znamy polskich mistrzów sceny teatralnej. Życzę sukcesów!

    • Ryszard Abraham, 17 grudnia 2015 o 23:05

      Nie ma w AT konsultacji z Andrzejem Sewerynem,a Pan pod tytułem Jerzy Jeszke i Jego ”światowa kariera”, o której sam trąbi na prawo i lewo, a NIKT o nim nic nie wie, to nawet nie ma o czym mówić.

      • Kasia, 8 stycznia 2016 o 07:44

        Redaktorze, gratuluje publicznej kompromitacji i tupetu. Ktoś, kto pisze o teatrze nie wie kim jest i co osiągnął pan Jerzy Jeszke. Proponuje zapytać się np. pana Romana Polańskiego dlaczego do głównej roli w swoim spektaklu wybrał we Wiedniu pana Jerzego i jak to możliwe że rzeczony występował w tym przedstawieniu aż ponad 2500 razy w Niemczech. Z mojej wiedzy wynika, że pan Polański współpracuje tylko z najlepszymi, tak jak to robią inne tuzy np. Cameron Mackintosh z Londynu czy Hal Prince z Broadwayu. No chyba że pan redaktor ma inne zdanie. Powodzenia w pana karierze.

  2. Ryszard Abraham, 10 stycznia 2016 o 20:21

    Panie Reszke niech już się Pan przestanie ośmieszać i pisać o sobie pod pseudonimem ”Kasia”, bo to zaczyna być żałosne. Jest Pan z tego znany, że na forach internetowych wypowiada się na swój temat. Niestety, i przykro mi bardzo, nikomu, poza sobie samemu, nie jest Pan znany. A o Pana rzekomej światowej karierze to mi się nawet pisać nie chce, bo szczerze powiem, nie ma o czym.
    Z wyrazami szacunku, życząc W KOŃCU TEJ WYMARZONEJ KARIERY (jak Pan ją zrobi, to przeprowadzę z Panem wywiad)
    Ryszard Abraham

  3. Kasia, 11 stycznia 2016 o 10:39

    Chciałabym bardzo serdecznie zachęcić osoby zainteresowane do przeczytania mojego wywiadu, który dostępny jest w sieci pt „Jerzy Jeszke. Od śpiewogry do musicalu. Z Gdyni na Broadway”.
    Katarzyna Wender

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

16 − one =