Ryszard Bugajski: Czuję się trochę obcy w tym całym jury teatralnym

28 czerwca 2013

Ryszard Bugajski

Rozmowa z Ryszardem Bugajskim – reżyserem filmowym, pisarzem, jurorem 7 Międzynarodowego Festiwalu Szkół Teatralnych ITSelF. Rozmawia Zofia Gustowska.


Jest Pan znany głównie jako reżyser filmowy, jednak zdarzyło się Panu pracować w teatrze.

Jeden jedyny raz wyreżyserowałem sztukę w wałbrzyskim teatrze – był to tekst Krzysztofa Kieślowskiego.

Nie myślał Pan o powtórzeniu tego teatralnego doświadczenia?

Nie – ze względu na specyfikę pracy w teatrze, kompletnie inną niż w filmie. To nie jest mój temperament. Ja chcę nakręcić, zarejestrować, odłożyć i iść dalej.

Częściej spotyka się reżyserów filmowych pracujących jednorazowo w teatrze niż odwrotnie. Czy to zasługa jakiegoś szczególnego modelu edukacji teatralnej w szkole filmowej?

Nigdy nas nie szkolono w tym kierunku. Wśród naszych wykładowców nie było ludzi, którzy reżyserowaliby wtedy w teatrze. Z góry chyba powinienem złożyć taką deklarację – czuję się trochę obcy w tym całym jury teatralnym. Sam, jako widz jestem dość krytyczny wobec współczesnego teatru. Bardzo mało rzeczy mi się podoba. Jeżeli jakiś domorosły reżyser coś dopisuje największemu geniuszowi literatury światowej, wprowadza zmiany lub kompletnie przerabia tekst, rezultaty tych działań są marne. Gdyby się znalazł większy geniusz niż Szekspir – to proszę bardzo.

Czego Pan szuka w teatrze?

Podobają mi się przedstawienia dość tradycyjne. To znaczy zrobione w taki sposób, o jakim reżyserzy awangardowi wyrażają się z pogardą. Uważają, że to dla dziadków. Mnie to nie obraża. Przede wszystkim cenię solidność i rzemiosło: że ktoś umie skonstruować spektakl pod względem intelektualnym, że on naprawdę niesie jakieś ważne przesłanie i to w formie takiej, że przez te kilka godzin mnie to wciąga, a nie odrzuca.

Reżyserował Pan również spektakle telewizyjne.

Wyłącznie moje wieloletnie doświadczenie w Teatrze Telewizji uprawnia mnie do bycia jurorem tego festiwalu. Można powiedzieć, że Teatr Telewizji został wynaleziony w Polsce – właściwie nie istnieje w innych krajach. W Anglii spotykało się w BBC klasyczne przeniesienia przedstawień teatralnych. Były to przełożone sztuki wprost z teatru, zarejestrowane kilkoma kamerami. W Polsce wytworzył się styl, który korzysta ze środków filmowych – zbliżenia, ruchoma kamera, plenery, wnętrza naturalne, a różni się od filmu tym, że bardziej opiera się na słowie.

Przenieśmy się w sferę filmu. Niedawno wszedł na ekrany Pana najnowszy film Układ zamknięty – od razu wzbudzając kontrowersje, ale również odnosząc duży sukces pod względem oglądalności. Czy wierzy Pan w realną siłę oddziaływania sztuki? Myśli Pan, że ten film może spowodować jakąś zmianę?

Do niedawna miałem dość skromne oczekiwania, jeśli chodzi o wpływ filmu, czy w ogóle dzieł sztuki na rzeczywistość. Reakcja widzów na Układ zamknięty zaskoczyła mnie. O tej oryginalnej sprawie, będącej pierwowzorem dla mojego filmu (czyli krakowskiej sprawie panów Pawła Reya i Lecha Jeziornego) pisano już w gazetach od dawna, były programy w telewizji. Publicystyczność jednak spływa po ludziach jak woda po kaczce. Same informacje nie robią wrażenia. Dzieło sztuki natomiast wywołuje w odbiorcach emocjonalne zaangażowanie w sprawę, powoduje utożsamienie się widzów z bohaterami. Po wyjściu z kina pozostaje w nich silne przekonanie, że zobaczyli coś przejmującego, coś strasznego, o czym, nie wiedzieli (chociaż naprawdę wiedzieli, ale sobie tego nie uświadamiali). Ten film wywołał reakcje, które przekroczyły moje oczekiwania – pojawiają się teraz nawet opinie, że trzeba w Polsce zmienić prawo o prokuraturze, cały system sądowniczy. Dzieje się tak dzięki przeżyciom artystycznym widzów, wśród nich polityków, prawodawców, a nie publicystycznym informacjom. Rola dzieła sztuki w kształtowaniu, zmienianiu rzeczywistości ciągle pozostaje niedoceniona. Andrzej Wajda już dawno mówił, że historia, która nie zostaje przestawiona w formie dzieła sztuki, znika, ulega atrofii.

Przesłuchaniu, Generale Nilu oraz w Układzie zamkniętym powtarza się sprawa opresyjności władzy. To jest temat, który szczególnie Pana dotyka?

Urodziłem się i dorastałem w okresie stalinowskim, kiedy rzeczywistość była dla mnie potwornie opresyjna. Czułem się fatalnie. Okres szkoły wspominam bardzo źle. Ciągle walczyłem z jakimiś organizacjami, które coś mi chciały narzucić. Jak zacząłem pisać, pojawiła się cenzura. Byłem sfrustrowany w czasie komunizmu – marzec ‘68, antysemityzm – to wszystko mnie bardzo osobiście dotykało. Moją rolą, jako filmowca, artysty jest przekazywanie widzom moich doznań, wizji i interpretacji rzeczywistości. Pomagam ludziom dostrzec coś, czego sami nie dostrzegają. Ludzie niby wiedzieli, że był stalinizm, ale dopiero dzieło sztuki pomogło im zidentyfikować się z ofiarą stalinizmu, odczuć jej cierpienia. Starałem się pokazać nie zewnętrze przejawy, lecz istotę komunizmu. Władze uznały Przesłuchanie za najbardziej antykomunistyczny film powstały w Polsce – bardzo trafnie to zinterpretowali.

Postaci w Pana filmach nigdy nie są czarno-białe. Ważny jest dla Pana realizm w kinie?

Bardzo ważny. W życiu nie ma ludzi jednoznacznie złych, ani jednoznacznie dobrych. Może gdybyśmy poznali Adolfa Eichmanna, to byśmy stwierdzili, że ten straszliwy zbrodniarz był także wspaniałym ojcem, który bardzo kochał swojego małego synka. Może znając go TYLKO jako ojca sześciolatka nawet byśmy go polubili. Ludzka natura jest piekielnie skomplikowana i moim zadaniem też jest to pokazać.

Będzie Pan jurorem festiwalu szkół teatralnych – czy ma Pan doświadczenie w pracy ze studentami?

Parę razy w życiu uczyłem, w różnych szkołach, ale doszedłem do wniosku, że tego nie lubię. Do tego trzeba mieć cierpliwość, której mi najprawdopodobniej brakuje. Czym innym jest ocenianie czy oglądanie gotowej już pracy studentów. Jestem ciekaw!

Czy miałby Pan jakąś radę dla studentów kończących już szkołę stojących u progu pracy zawodowej?

Trudno udzielać rad. Myślę, że ci, którzy decydują się na pracę w zawodzie artystycznym muszą z pokorą znosić klęski i upokorzenia – bez nich nie można przejść tej drogi. Każdy artysta musi zdawać sobie sprawę z ryzyka, jakie podejmuje. Aktor, reżyser czy pisarz ryzykują znacznie więcej niż ludzie innych, nie artystycznych zawodów. Ryzykują swoją duszą.

Dziękuję za rozmowę!

Rozmawiała Zofia Gustowska

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

one × 3 =