Urszula Gołdowska: Galeria osobliwości

2 lipca 2013

Recenzja spektaklu Puste gesty z Królewskiej Wyższej Szkoły Sztuk Dramatycznych w Madrycie.

„Czym jest teatr?” – brzmi najbardziej znienawidzone i perfidne pytanie, jakie można zadać ludziom z nim związanym w sposób, nazwijmy to, zawodowy. Wielu takich zacznie się pod jego presją wiercić niespokojnie na krześle, zajmować dłonie niepotrzebnymi czynnościami lub wykręcać konwersacją z zakresu meteorologii. A jednak właśnie takie pytanie – o własne miejsce w teatrze – zostało postawione studentom z Królewskiej Wyższej Szkoły Sztuk Dramatycznych w Madrycie. Nie odpowiedzieli nań jednogłośnie i to właśnie stało się pretekstem do stworzenia tego nietypowego widowiska.

Zaczyna się niewinnie. W akcję wprowadza nas mężczyzna w czerwonej muszce – na poły konferansjer, na poły aktor, który  towarzyszy nam przez cały spektakl, obnażając kulisy własnego zawodu. Może to właśnie w jego głowie tworzy się ten teatralny świat, przypominający galerię pełną pięknych, ruchomych obrazów. Nie brakuje tu żadnego z teatralnych środków – aktorzy śpiewają, tańczą, wprowadzają na scenę akrobatykę, kuglarstwo, pojawia się nawet postać na koturnach, żywcem wyjęta z teatru greckiego. Zabawa konwencjami to jednak jedynie forma dla indywidulanych aktorskich impresji  – liryka tańczącej baletnicy przeciwstawiona zostaje opętańczemu, narkotykowemu delirium. Trud pracy i wysiłku staje w opozycji do naiwności wielkich, dziecięcych marzeń.  Wszystko to wypełnione niemal nadnaturalną energią.

Symbole pełnią w spektaklu ważną funkcję – drabina z której równie blisko na szczyt, jak i na dno; wysypisko niechcianych, odrzucanych przez ludzi przedmiotów; buteleczki, w których składujemy niewykorzystane minuty. Interpretacji tych znaków szukać trzeba jednak samemu, bo ten nadrealny, oniryczny świat nie daje jednoznacznych odpowiedzi.

Jeśli już dawno nie byliście w krainie dzieciństwa, krainie bezczelnej, wolnej zabawy, w której emocje są zawsze proste, a przez to boleśnie prawdziwe, powinniście zobaczyć to przedstawienie. Może i był to tylko strzępek jakiegoś świata, który znikł wraz z wygaśnięciem ostatnich oklasków. Przychodzi mi jednak na myśl zdanie, które padło dziś z ust jednego z bohaterów „Czy kiedykolwiek pomyśleliście, że coś może istnieć po prostu po nic?”. Bo właśnie po nic istnieje przecież teatr. Galeria osobliwości, w której mieści się wszystko to, co niepraktyczne, ale może właśnie przez to tak niezbędne niepraktycznej, ludzkiej naturze.

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

11 − two =