Zofia Gustowska: Jak to zagrać?

19 maja 2014

Rozmowa z Grzegorzem Chrapkiewiczem – reżyserem Łysej śpiewaczki, spektaklu warsztatowego studentów III roku Wydziału Aktorskiego Akademii Teatralnej w Warszawie

Grzegorz Chrapkiewicz/ materiały archiwalne

Grzegorz Chrapkiewicz/ materiały archiwalne

Zofia Gustowska: W artykule do programu spektaklu napisał Pan, że Łysa śpiewaczka, dzięki swej komicznej naturze, jak mało który z najbardziej tragicznych dramatów, opowiada o sprawach czysto ludzkich. Jak będą rozłożone akcenty w Pańskiej inscenizacji sztuki Eugène’a Ionesco? Co jest dla Pana w niej najważniejsze?

Grzegorz Chrapkiewicz: Staram się tworzyć teatr antropocentryczny. Zatem bez względu na stopień umowności, szaleństwa czy absurdu, to człowiek zanurzony w bełkocie codziennej rzeczywistości jest właściwym sednem naszych poszukiwań.

Na czym, według Pana, polega tragizm Łysej śpiewaczki?

Tragedia u Ionesco wyraża się w antydialogach i paplaninie bohaterów. Niezrozumiała mowa uwypukla zanik kontaktów międzyludzkich. Jej degradacja prowadzi do obojętności i obcości wobec drugiego człowieka. Łysa śpiewaczka jest tragikomedią nie za sprawą fabuły czy postaci, ale języka, którym współczesny człowiek nie potrafi się posługiwać. Jako widzowie śmiejemy się obcując z tym tekstem. Frazesy wypowiadane przez aktorów są nam doskonale znane. Tym samym uczestniczymy w rozgrywającej się na naszych oczach tragedii komicznej o nas samych.

Autor nazwał swój utwór „anty-sztuką”. Jak Pan rozumie ten gest?

Kompozycja Łysej śpiewaczki przeczy wszelkim klasycznym regułom budowy dzieła dramatycznego. Autor pozbawił utwór akcji tradycyjnie przejawiającej się w rysunku fabularnym. Mamy tu do czynienia ze zbiorem różnych scen czy sytuacji , w których uczestniczą poszczególne postaci, kształtując zaproponowany przez autora układ logicznie absurdalnych następstw. Akcja rozwija się po dziwnym kole. W Łysej śpiewaczce nie ma również bohaterów w klasycznym rozumieniu tego słowa. Stają się nimi MOWA i WIDZ. To pobudzenie publiczności do szczególnej aktywności, automatycznie przenosi akcję również na widownię. W sztuce Ionesco nie odnajdziemy tradycyjnego pojęcia czasu i miejsca akcji. Utwór nabiera dzięki temu uniwersalnego kształtu. Czas ma abstrakcyjny charakter podkreślany biciem zegara odmierzającego godziny w znanym tylko sobie systemie: Zegar dzwoni siedem razy. Cisza. Zegar dzwoni trzy razy. Cisza. Zegar wcale nie dzwoni.

Jaki jest w takim razie Pana pomysł na tekst przewrotnie uznany za nieteatralny?

Brak pomysłu! (śmiech)

Czy sztuka Eugène’a Ionesco jest dobrym materiałem do pracy ze studentami?

Jak najbardziej. W moim przekonaniu uczy sprawnego łączenia analizy psychologicznej ze spontanicznością i rygorem formy.

Jak przebiegała praca? Czy język Ionesco jest zrozumiały dla młodych aktorów?

Myślę, że najtrudniejszym pytaniem dla młodych aktorów jest – jak to zagrać? Jak połączyć się ze sztucznym tworzywem Łysej śpiewaczki tak, aby powstała, wprawdzie umowna, ale wiarygodna postać podporządkowana ogólnej koncepcji spektaklu. Myślę, że słynny scenograf, profesor Jan Kosiński znalazł kiedyś odpowiedź na to pytanie. Zapytany przez aktorów, jak grać Ionesco, odpowiedział: Heterogenicznie, to znaczy wszystkimi sposobami, czerpiąc środki  z konwencji naturalistycznej,  realistycznej,  demonstracyjnej i z tradycji obrzędowej, słowem historii ludzkości nie po kolei, a w aspektach rozmaitych.

Dziękuję za rozmowę!

Zofia Gustowska

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

17 − 17 =