Zofia Gustowska: Ludzie ze „Zbawixa”

28 maja 2014

Rozmowa z Wojciechem Pitalą – studentem Wydziału Reżyserii Akademii Teatralnej w Warszawie, reżyserem Niewinnych postczarodziei

Wojciech Pitala/ fot. Zuzanna Olejniczak

Wojciech Pitala/ fot. Zuzanna Olejniczak

Zofia Gustowska: Frapujący tytuł… Jaki jest Twój stosunek do filmu Andrzeja Wajdy?

Wojciech Pitala: Zdecydowanie jest jednym z moich ulubionych jego filmów.

Tekst napisany przez Ciebie jest próbą przeniesienia historii filmowej we współczesność czy bardziej parafrazą wynikającą z jej ducha?

Na swój prywatny użytek powtarzam najczęściej określenie „inspiracji”. Trudno uznać mój tekst za parafrazę czy po prostu teatralną adaptację. Niewinni postczarodzieje będą się znacząco różnić od ekranowego poprzednika. Bawię się pewnymi wątkami i motywami, które znalazły się w filmie. Próbuję znaleźć dzisiejszy odpowiednik postaw, które reprezentowali bohaterowie sportretowani przez tamten scenariusz. Pewne sprawy od końca lat 50. w ogóle się nie zmieniły, inne bardzo. Moje pokolenie interesuje mnie jednak dużo bardziej niż to sprzed ponad pół wieku temu. Nasza współczesność jest mocno obecna w spektaklu. Bardzo uruchomiła mnie czyjaś myśl, że Niewinni czarodzieje to film o hipsterach. Co prawda, wtedy chyba nikt, oprócz Allena Ginsberga, takiego określenia nie używał, ale paralele są jednak bardzo czytelne. Pelagia i Bazyli to zdecydowanie ludzie ze „Zbawixa”, pokolenie Planu B i PKP Powiśle.

W opisie spektaklu czytamy, że główny bohater, trzydziestoletni już prawie Andrzej, głęboko ukrywa wrodzony sentymentalizm, marząc o wielkiej konserwatywno-mieszczańskiej heteronormatywnej miłości. Czy to jest Twoja wizja dzisiejszego człowieka?

Gdybym miał jakąś określoną (np. taką jak wyżej) wizję dzisiejszego człowieka, to pewnie właśnie przestałbym się zajmować teatrem i w tym momencie świętowałbym wygrane wybory do parlamentu europejskiego. (śmiech) Jaki on jest? Nie wiem, domyślam się, podpatruję go. Na pewno wiele kłamie na swój temat, wiele ukrywa i nieustannie promuje się na „fejsie”. Zadałem sobie roboczo pytanie, czy w erze Facebooka cokolwiek jeszcze dzieje się naprawdę – mam co do tego poważne wątpliwości. Myślę, że jeśli jakiś archeolog za 10 000 lat odkopie nasze twarde dyski, to będzie miał z tą naszą autokreacją sporo zabawy.

Niewinni postczarodzieje zamykają okres szkolny Twojej pracy. Jak oceniasz z perspektywy ten czas?

To był dłuuuuuuuugi czas. Wychodzi na to, że studiowałem reżyserię jakieś 9 lat, choć oczywiście większość z nich to była po prostu przerwa na realizację różnych projektów zawodowych. Pomyślałem jednak, że warto zamknąć w jakieś ramy swoje doświadczenie edukacyjne. Szczerze mówiąc, wracając do szkoły po paru latach nieobecności poczułem się dziwnie. Akademia Teatralna sporo się zmieniła od moich czasów, ale to chyba normalne.  Uczelnia artystyczna to przede wszystkim ludzie. Z okresu studiów najlepiej wspominam przyjaźnie. Miałem fantastyczny rok. Agata Puszcz, Wojtek Faruga i Adam Biernacki to osoby, z którymi mam stały kontakt do dzisiaj. Wojtek zresztą jest autorem świateł do mojego dyplomu. Z Agatą współpracowaliśmy przy dwóch spektaklach i planujemy następne. Tak to się jakoś toczy. Ktoś powiedział, że teatr to układ towarzyski, to był chyba nasz rektor – Andrzej Strzelecki . (śmiech)

Co Cię najbardziej interesuje w teatrze?

Kiedyś byłem przekonany, że to, co w nim najcenniejsze, to praca z ludźmi. W końcu tworzy się go zespołowo, a na przykład powieściopisarz czy, powiedzmy, rzeźbiarz są zmuszeni tworzyć w samotności. Sądziłem, że teatr warto robić właśnie po to – żeby być z ludźmi. Dziś myślę jednak, że jakąś wspólnotę łatwiej  znaleźć poza nim. Równie dobrze można umówić się ze znajomymi na frisbee na Polu Mokotowskim. To na pewno zdrowsze i można pogapić się na fajne psy – tylko nie buldogi francuskie, nie znoszę ich! (śmiech) W zasadzie nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Teatr na pewno ma w sobie coś magnetycznego – jak już raz człowiek znajdzie się w jego orbicie, będzie stale wokół niego krążył.

Masz już jakieś dalsze plany, projekty, pomysły?

Moja wirtualna szuflada pełna jest dobrych pomysłów i obiecujących tekstów. Być może kiedyś dyrektorzy teatrów w Polsce porzucą swój irytujący zwyczaj nieodpowiadania na maile i którykolwiek z nich uda mi się zrealizować.

Życząc tego, dziękuję za rozmowę!

Dziękuję i zapraszam na spektakl.

 

Zofia Monika Klara Gustowska

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

ten − six =