Zosia Bardzińska: „A w mojej głowie wojna…”

7 lutego 2016

O spektaklu Wojna to tylko kwiat w reżyserii Piotra Ratajczaka w Teatrze WARSawy

Wojna to tylko kwiat/mat. prasowe

Wojna to tylko kwiat/mat. prasowe

Nie ma dnia, żeby nie dobiegały nas informacje o wybuchach kolejnych konfliktów zbrojnych lub zaostrzeniu się tych, które już trwają. Często informacje te przybierają jedynie postać chłodnych komunikatów odnośnie liczby ofiar.

Przesuwają się na czerwonym bądź żółtym pasku u dołu ekranu telewizora, oznajmiając, który region świata ucierpiał tym razem. Neutralny, obiektywny bilans materialnych zysków i strat – tylu zabitych, tylu rannych. Nieco inną specyfikę mają tymczasem transmisje przygotowywane przez specjalnych wojennych korespondentów. Pomimo zagrożenia, pozostając niemal ciągle pod ostrzałem, na żywo i z zaangażowaniem relacjonują oni przebieg wydarzeń prosto z ogarniętego wojną „gdziekolwiek”. Bez zająknięcia informują o tym, która strona atakuje, a która musi się bronić, jaki obiekt tym razem został zbombardowany i ile osób, w tym kobiet i dzieci, poniosło śmierć na miejscu i jakie jest tego ewentualne znaczenie strategiczne. Wciąż słyszymy podobnie brzmiące doniesienia, zmieniają się jedynie nazwy miast i ich położenie geograficzne – Irak, Afganistan, Syria, Czeczenia, Mogadiszu…

Zdecydowana większość używanych przy tym sformułowań spowszedniała nam na tyle, że nie robi już na nas większego wrażenia. Często przestajemy się nawet orientować, kto walczy z kim i w jakim celu. Nas to przecież w ogóle nie dotyczy. Współczujemy, fakt. Ba, nierzadko mamy nawet na podorędziu całą masę złotych recept, jak te wszystkie konflikty rozwiązać! Bardzo chętnie wygłaszamy je przy okazji towarzyskich spotkań, kiedy to rozmowa prędzej czy później zawsze przecież schodzi na tematy polityczne i w okolicach deseru jesteśmy już o krok od rozwiązania kwestii konfliktu na Bliskim Wschodzie. Gotowi i kompetentni do formułowania sądów dopóty, dopóki zostajemy po tej bezpiecznej stronie ekranu telewizora.

Kim wobec tego są ludzie, którzy z własnej nieprzymuszonej woli decydują się opuścić rodzinę i przyjaciół i wyjechać w miejsca, gdzie prowadzone są regularne działania wojenne, by z narażeniem życia przekazywać nam raporty z piekła?

Hanna (Agnieszka Przepiórska), była korespondentka wojenna, swoją decyzję o wyjeździe uzasadnia przytaczając słowa Oriany Fallaci:

„(…) są jednak chwile w życiu, gdy milczenie staje się grzechem, a mówienie jest nakazem, imperatywem kategorycznym, przed którym nie ma ucieczki”[1].

Przemówienie, które wygłasza Hanna odbierając nagrodę specjalną dla reporterów wojennych jest z początku pełne jest patetycznych podziękowań. Kobieta kieruje je w równym stopniu do dyrekcji stacji telewizyjnej, która umożliwiła jej wyjazd jak również do współpracowników – operatorów kamer, którzy sprawiali, że jej przekaz był w stanie docierać do niezliczonej liczby odbiorców. Czyż podziękowania nie należałyby się również tym, którzy tę i każdą inną wojnę wywołują, tym, którzy w nią inwestują i tym, którzy w niej giną by świat miał co obserwować z zapartym tchem? Przecież bez tego telewizja nie miałaby co transmitować, oglądalność by spadła, reklamodawcy straciliby miliony zamiast je zarobić. Spokój jest nudny i słabo się sprzedaje. Dlatego jeśli chwilowo obozu, w którym na chwilę obecną stacjonuje ekipa telewizyjna, nikt nie ostrzeliwuje, należy przemieścić się tam, gdzie szanse na ostrzał są większe. Jeżeli Talibowie sami z siebie nie chcą atakować, to dlaczego by ich nie sprowokować? Celem nadrzędnym jest przecież zdobycie jak najlepszego materiału! Cena nie gra absolutnie żadnej roli – nawet jeśli miałaby nią być śmierć jednego z członków ekipy.

Hanna z poczuciem spełnionej misji i dobrze wykonanego dziennikarskiego obowiązku wraca bezpiecznie do domu, do męża i syna. Nie ma już stanu zagrożenia i strachu, jest spokojne, domowe życie i codzienne obowiązki. Jednak powrót do normalności okazuje się być utopią. Mimo że kobieta dawno opuściła już terytorium wojenne, jej myśli wciąż nie mogą wydostać się ze strefy zagrożenia. Pozbawiona nieustannego dopływu silnych wrażeń i skoków adrenaliny, nie jest w stanie znieść stabilizacji i rutyny. Nie ma pojęcia jak zajmować się synem, jak z nim postępować w sytuacji ‘bez zagrożenia’, bezbłędnie za to potrafi rozłożyć na części i na powrót złożyć niejeden rodzaj broni. Kompletnie bezcelowe wydaje jej się wychodzenie z domu, które  nie wiąże się z ucieczką przed pociskami. Nawet spacer z synem, jej, napiętnowana strachem podświadomość, przeistacza w operację wojskową. Prześladowana bez ustanku przez powracające obrazy i twarze zaczyna popadać w obłęd. Przecież wojny już nie ma, wojna to tylko kwiat, ale zakorzenił się w umyśle tak mocno, że pozbawia całkowicie życiodajnej energii, steruje myślami i ukierunkowuje instynkty. Jest jak narkotyk – niezbędny do życia, ale systematycznie wyniszczający. Zasady gry w wojnę, która była udziałem Hanny na frontach całego świata, zdają się być o wiele prostsze od tej, która toczy się w jej głowie i w którą widzowie zostają bez reszty wciągnięci. Nie da się pozostać obojętnym na to, o czym mówi kobieta, a mówi praktycznie bez przerwy. Pyta, oskarża, ucieka, goni, chowa się lub atakuje, bez wytchnienia relacjonuje. Nieustannie trwa transmisja na żywo jej bolesnego strumienia świadomości, za pomocą którego usiłuje poradzić sobie z zespołem stresu pourazowego. Agnieszka Przepiórska przykuwa uwagę widza totalnie. Wypełnia sobą całą przestrzeń (wspaniale zaaranżowaną przez Katarzynę Adamczyk) i nie pozwala oderwać od siebie wzroku przez cały czas trwania spektaklu.

Ostatecznie jednak wojna nadal się toczy. Jednym odbiera życie, innych – zostawia z przetrąconą psychiką, odbierając szansę na życie w (s)pokoju. Ci zaś, których bezpośrednio nie dotknęła, tkwią w fałszywie bezpiecznym przekonaniu, że cały dramat rozgrywa się gdzieś daleko. Obrazy zmasakrowanych ciał pokazywane w tak przytłaczającej ilości, z czasem, siłą rzeczy, stają się wyłącznie liczbami na czerwonym pasku u dołu ekranu telewizora.

Zosia Bardzińska

Wojna to tylko kwiat

Autor – Piotr Rowicki

Reżyseria – Piotr Ratajczak

Występuje – Agnieszka Przepiórska

Scenografia  i kostiumy – Arkadiusz Buszko

[1] O. Fallaci, Wściekłość i duma, Warszawa 2003, s. 15.

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

fourteen + 14 =