Zuzanna Liszewska: Święto baletu

19 marca 2012

Święcie Wiosny w wykonaniu Polskiego Baletu Narodowego w Teatrze Wielkim w Warszawie.

święto wiosny  / materiały teatru

Święto wiosny w Teatrze Wielkim było prawdziwym świętem muzyki i tańca, gratką dla miłośników baletu, ale także być może zachętą dla tych, którzy na balecie się nie znają, czy nie są do tej sztuki całkiem przekonani. Była to okazja, aby dzieło Strawińskiego ujrzeć aż w trzech, całkowicie odmiennych i wyjątkowych choreografiach, pokazywanych (aż trudno uwierzyć!) w Polsce po raz pierwszy. Już sam pomysł zasługuje na uznanie.

Wieczór baletowy rozpoczął się od rekonstrukcji spektaklu z 1913 roku z choreografią Wacława Niżyńskiego,  którego premiera  w Teatrze Champs-Elysees, wywołała słynny skandal i wywarła wpływ na całą epokę. ,,O choreografii Wacława Niżyńskiego nie zawaham się stwierdzić stanowczo, że to on bardziej niż ktokolwiek inny zrewolucjonizował balet klasyczny, wyprzedzając swoje czasy o pięćdziesiąt lat” – powiedziała kiedyś Marie Rambert, uczennica Dalcroz’a, współpracująca z Niżyńskim przy Święcie. Choreografia ta, będąca owocem poszukiwań źródła ruchów, pełna brutalności, pierwotnej energii i erotyzmu, szokująca ówczesnych widzów i przełomowa dla ,,nowej klasyki”, do dziś robi wrażenie. Podkreślenia wymaga zgranie warszawskiego corps de ballet, którego rola w dziele Niżyńskiego jest niewątpliwie kluczowa oraz perfekcyjne podporządkowanie się magii rytmu przez zespół. Na długo zapadają w pamięć zakrzywione, zdeformowane linie tańca wykonawców, proces ich odnajdywania się w fascynującej brzydocie kroków ze stopami stawianymi do środka, ruchów skoncentrowanych ,,przy ziemi”, całkowicie niezgodnych z zasadami klasycznego baletu.  Dzikie rytuały  inicjacyjne i godowe  ludów ,,pradawnej Rusi”, mające na celu przebudzenie wiosny i składanie ofiary z młodej Wybranki (Margarita Simonova), która tańczy aż do śmierci z wyczerpania, odbywają się na tle dość idyllicznej, bajkowej, niezwykle barwnej i bogatej scenografii (dzieło Roericha zrekonstruowane przez Archera), która z dzisiejszej perspektywy wydaje się trochę kiczowata, kontrastująca z tragizmem i surowością tematu oraz muzyki. Skoro już mowa o muzyce, nie sposób nie dać się porwać dziełu Strawińskiego, jej asymetrii, swobodzie, sile, rytmice, uwolnionej z tradycyjnych więzów. Już pierwsze takty fagotu (znakomite solo Artura Kasperka), będące według Strawińskiego ,,jedyną melodią ludową w tym utworze”, chwytają za serce swoją dzikością, wyrażaniem budzącej się do życia po długiej zimie ziemi, nawołującej  do przebudzenia całą naturę. Muzyka ta, mimo iż wysłuchujemy jej jednego wieczoru aż trzy razy, nie męczy, nie nuży,  przyprawia o dreszcze.

Po przerwie klimat przedstawienia całkowicie się zmienia. Wielka scena Opery Narodowej i Baletu wydaje się teraz dziwnie pusta i ciemna. Półmrok przecina tylko czerwień  prostokąta światła na samym środku, będącego przestrzenią gry, teatru pożądania, rozgrywającego się między pięcioma tancerzami. Gat udowadnia nam, że do muzyki Strawińskiego można tańczyć nawet… salsę! Tancerze ci – trzy kobiety w czarnych, koktajlowych sukienkach i dwóch mężczyzn także ubranych na czarno, współcześnie –  dobierają się wciąż w pary i powtarzają  te same obroty,  wariacje na jej temat, wzbogacone elementami baletu klasycznego i współczesnego. Jedna z kobiet jednak zawsze pozostaje sama, mistrzowsko imitując układ z niewidzialnym tancerzem. Niestety efektowność ich tańca, elektryzujące napięcie,  istniejące między nimi, nawet gdy zatrzymują się na przeciwko siebie i trwają przez chwilę w bezruchu, ginie w ogromie sceny. Po jakimś czasie monotonne stają się też liczne powtórzenia, zawodzi brak urozmaicenia figur.  Izraelski tancerz  i choreograf na pierwszy plan wydobywa drzemiący w Święcie erotyzm. Snuje bardzo kameralną, intymną opowieść o grach toczonych między współczesnymi mężczyznami i kobietami, którzy rozpaczliwie uciekając przed samotnością, dają się ponieść namiętnościom. Wikłają się w coraz bardziej skomplikowane relacje miłosne i pogmatwane układy. W jego interpretacji brakuje jednak wyraźnej puenty, określenia motywu ofiary. Jego Święto sprawia wrażenie jakby niedokończonego, spłyconego, odartego z bardziej symbolicznego, transcendentnego wymiaru.

Po głośnym skandalu w 1813 roku dzieło Strawńskiego rzadko pojawiało się w repertuarach baletowych. Częściej grano je w formie koncertowej. Sytuacja zmieniła się jednak po odkrywczej premierze Maurica Béjarta z 1959 roku. Od tej pory choreografowie na całym świecie zaczęli dostrzegać w tej nieokiełznanej muzyce olbrzymi potencjał. W finale warszawskiego wieczoru twórcy postanowili ukazać właśnie Béjartowską wizję Święta. I zdaje się (jeśli można przyjąć tak ryzykowne założenie), że to w nią włożyli najwięcej energii i serca, ona stanowiła dla nich przesłanie, kwintesencję dzieła. Zachwycały wizualnie bardzo plastyczne kompozycje taneczne. Béjart, a za nim jego uczniowie, realizatorzy warszawskiej premiery (Tony Fabre, Kyra Kharkevitch, Domenico Levré) ukazali dwa odrębne światy – świat kobiet i świat mężczyzn. Światy zupełnie różne, wypełnione własnymi codziennymi czynnościami, zwyczajami,  rytuałami, ale także próbami wejścia w dorosłość i zbliżenia się do Boga (duże wrażenie robi scena, w której grupa mężczyzn mknie za smugą światła). W końcu następuje zderzenie tych dwóch światów za pośrednictwem silnej, niezależnej, dominującej Wybranki (świetna Anna Lorenc), od której wychodzi inicjatywa, rodzaj miłosnego impulsu  – i nieśmiałego, trochę zagubionego Wybrańca (Maksim Woitul). Ich spotkanie spełnia się w miłosnym akcie, ofiara, jaką składają z siebie, staje się afirmacją życia.

Niechaj ten balet, pozbawiony wszelkich malowniczych efektów, będzie Hymnem na cześć zbliżenia Mężczyzny i Kobiety w najskrytszych głębiach ciała, połączenia nieba ziemią, tańca życia i śmieci, tak wiecznym jak Wiosna!” – powiedział Béjart. Myślę, że postulat ten w dużej mierze urzeczywistnił się na oczach warszawskiej publiczności, która – w przeciwieństwie do paryskiej, z 1913 roku, bijącej się i zagłuszającej muzykę (odtwórczyni roli Wybranki, Maria Piltz, stała wówczas przed wyjącym tłumem,   i czując się autentyczną ofiarą, co wspominała po wielu, wielu latach, zalewała się łzami) – nagrodziła całe widowisko długimi brawami i owacjami. Nic dziwnego…

Zuzanna Liszewska

  
    
  
  
     
 tytuł realizacji:Święto wiosny  
miejsce premiery:Teatr Wielki – Opera Narodowa 
data premiery:11-06-2011 
scenografia:Nikołaj Roerich, Pierre Caille 
choreografia:Wacław Niżyński, Emanuel Gat, Maurice Béjart 
muzyka:Igor Strawiński 
dyrygent:Łukasz Borowicz 
kostiumy::Nikołaja Roerich, Emanuel Gat , Pierre Caille 
światła::Emanuel Gat 
nadzór techniczny::Samson Milcent 
asystenci choreografa::Mia Alon, Roy Assaf, Michael Löhr 
realizacja::Tony Fabre, Kyra Kharkevitch , Domenico Levré 
Obsada:  
 – Adam Kozal 
 – Egor Menshikov 
 – Sergey Popov 
u Wacława Niżyńskiego tańczą:– Magdalena Ciechowicz 
 – Joanna Drabik 
 – Nathalie Fernandez 
 – Tehelet Har Yam 
 – Anna Hop 
 – Karolina Jupowicz 
 – Ana Kipshidze 
 – Dominika Krysztoforska 
 – Iwona Kurowska 
 – Anna Lorenc 
 – Ewa Nowak 
 – Agnieszka Pietyra 
 – Karolina Sapun 
 – Margarita Simonova 
 – Sergey Basalaev 
 – Robert Gabdullin 
 – Wojciech Ślęzak 
 – Oskar Świtała 
 – Łukasz Tużnik 
 – Maksim Wojtiul 
 – Vladimir Yaroshenko 
 – Jarosław Zaniewicz 
u Emanuela Gaty tańczą:– Marta Fiedler 
 – Aleksandra Liashenko 
 – Izabela Szylińska 
 – Robert Bondara 
 – Kurusz Wojeński 
u Maurice’a Béjarta tańczą:– Joanna Drabik 
 – Anna Lorenc 
 – Agnieszka Pietyra 
 – Karolina Sapun 
 – Aneta Zbrzeźniak 
 – Maria Żuk 
 – Bartosz Anczykowski 
 – Robert Gabdullin 
 – Paweł Koncewoj 
 – Adam Kozal 
 – Carlos Martín Pérez 
 – Egor Menshikov 
 – Sebastian Solecki 
 – Wojciech Ślęzak 
 – Maksim Wojtiul 
 – Vladimir Yaroshenko 
uwagi:W czasie jednego wieczoru prezentowane są trzy różne choreografie. 
  

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

eighteen − three =