Zuzanna Liszewska: Waga przedmiotów ścisłych

4 czerwca 2011

Purgatorio, drugiej części Trylogii: Inferno, Purgatorio, Paaradiso Romeo Castellucciego.

Purgatorio, Romeo Castellucci

Po wydostaniu się z ostatniego kręgu Piekła, zamieszkanego przez Szatana sztuki odpowiedzialnego za całkowitą jej desakralizację – Andy’ego Warhol’a, trafiamy do zaskakująco znajomego, bezpiecznego, konkretnego i namacalnego świata. Nie słychać szczekania psów gotowych rzucić się na człowieka z odsłoniętym gardłem z pierwszej części, nie ma poetycko-metaforycznie płonącego fortepianu ani tłumu barwnych dzieci zamkniętych w szklanej klatce, nieświadomych swojego uwięzienia. Trafiamy w środek rzeczywistej, sprawiającej wrażenie swojskiej, rodzinnej opowieści.

Poza tym nie można sobie wyobrazić niczego gorszego od Piekła, a Piekło już za nami, więc można odetchnąć. Czyściec (purgatorium, purgatorius „oczyszczający”, od łac. purgare „oczyścić”) to przecież obietnica oczyszczenia, obietnica spotkania z Bogiem, odpuszczenia grzechów, Raju. Wydawałoby się, że druga część bardzo osobistej fantazji Castellucciego osnutej bardzo luźno wokół Boskiej KomediiDantego także może nieść nadzieję i ukojenie po przerażającej części pierwszej. Castellucci ukazuje rodzinę, a przecież szczęście rodzinne może być ziemskim przedsmakiem Nieba.

Rzeczywiście, w pierwszej scenie widzimy sielsko-anielski obrazek. Matka krząta się po kuchni, wołając pieszczotliwie synka. Synek przychodzi, matka zamartwia się jego bólem głowy, przepełniona troską szykuje mu posiłek. Chłopiec wygląda tęsknie przez okno i wypytuje o powrót ojca. Za jakiś czas usłyszymy wyczekiwany pisk opon, znak, ze ojciec przyjechał. Scena- klisza, do bólu, do granic kiczu znajoma z poetyki kinowej, otwierająca wiele filmów, seriali. Dalej – również wszystko toczy się jak w kinie, jak w bajce – przed naszymi oczami rozpościerają się wysmakowane, drogie, luksusowe wnętrza, pokój dziecinny, salon. Widać rozmach, dbałość o szczegóły. Wszystko – zarówno otoczenie, jak i postaci matki i syna – jest śliczne, wypieszczone, wymuskane, wręcz cukierkowe. Matka przychodzi do pokoju syna, w którym on ogląda telewizję i mówi mu jak bardzo go potrzebuje. Pojawią się znajome z dzieciństwa rekwizyty – szafa z ornamentem lilijek będących symbolem niewinności, telewizor, zabawka przedstawiająca superbohatera, z którą chłopiec się nie rozstaje i z którą rozmawia… Świat ten wydaje się aż przesadzony, podejrzany w swojej idealności, perfekcji, sztuczny, jakiś zbyt rzeczywisty, żeby mógł być prawdziwy, wyczuwa się napięcie. „Dotyka nas ład formy, ład innego czasu. Odciska się w nas, wykracza poza wspólnotę, wykracza poza język, przerywa wały i wnika w świadomość” – powiedział Castellucci. Obraz domu, rodziny, jest przecież czymś pierwotnym, to ikona ponad granicami czasu, wyznań, kultur. Kiedy zapada zmrok, otoczenie nabiera odrobinę drapieżności, dziwności. W ciemności niepokojąco ogromnieją przedmioty: robot ze świecącymi oczami, zalane zimnym światłem schody i szafa, w której czai się strach. Jednak to wciąż znajomy, oswojony strach, który pamiętamy z dzieciństwa.

Wreszcie zmęczony z pracy powraca ojciec. Ojciec – archetypiczna głowa rodziny, autorytet, zapewne szanowany pracownik korporacji, pnący się coraz wyżej po szczeblach kariery, człowiek sukcesu. W płaszczu, z walizką. Ma za sobą długą podróż. Zaczyna bardzo uprzejmą, kulturalną rozmowę o tym i o tamtym ze swoją śliczną żoną, która szczebiocze i krząta się wokół niego. Rozpoczyna się seria typowych, przewidywalnych sekwencji z życia codziennego, które poprzedza pojawianie się informujących o tym napisów – ojciec opowiada o pracy, matka podaje posiłek, ojciec włącza telewizor, nalewa sobie szklaneczkę whiskey, całuje matkę, etc. Konwencję ni stąd ni zowąd przełamuje na pozór zwyczajnie rzucone pytanie: „Gdzie jest mój kapelusz?”, na które matka reaguje bardzo dziwnie płaczem i błaganiem, próbując powstrzymać przed czymś ojca. Potem jednak wszystko powraca do normy. Ojciec znajduje kowbojski kapelusz, przychodzi zawołany syn. Ojciec pyta się go, jak było w szkole. Przypomina o wadze przedmiotów ścisłych, w końcu proponuje znaną już chłopcu zabawę w kowbojów. Zabawa w kowbojów. W biało-czarny, westernowy świat, w którym dobro zawsze zwycięża ze złem. Ot, kolejna scenka rodzajowa z życia normalnej rodziny. Idą do drugiego pokoju, znikają ze sceny. Pojawia się napis, że teraz rodzina będzie słuchała muzyki, po czym napis muzyka, która jednak nie rozbrzmiewa. Muzyką okazują się odgłosy i okrzyki, z których jednoznacznie i drastycznie wynika, że tego pięknego wieczoru, w tym pięknym domu, ten wzorowy ojciec gwałci swoje dziecko.

W tym momencie dokonuje się totalne przekroczenie, przełamanie. Naruszone zostają podstawowe granice bezpieczeństwa, podważone zaufanie w stosunku do normy kulturowej, która nagle przestaje działać. Będąc widzem – w dodatku bezpiecznie oddzielonym od wydarzeń szklanym ekranem (mimo że klasyczne zasady decorum zostały bezwzględnie zachowane, przemoc przecież nie została pokazana na scenie), staje się biernym świadkiem w sposób

niebywale konkretny, czegoś, co wypieram ze świadomości, czegoś, czego nie dopuszczam do siebie. Stykam się z problemem o którym wolałabym nie wiedzieć, mimo że żyjąc w świecie, w którym co i rusz wybuchają afery pedofilskie, zdaję sobie z niego sprawę. Ale jakże wygodnie myśleć, że to coś bardzo odległego, niezrozumiałego, chorego. Coś, co nas – kulturalnych cywilizowanych, wrażliwych ludzi nie dotyczy. No dobrze, zdarzają się wśród pedofilów szanowani lekarze, dyrygenci, księża. Ale przecież to jakieś patologie, to coś obcego, mrok wyzierający z liter oschłych wyważonych gazet, ginący w morzu innych informacji.

Trzeba zaakceptować fakt, iż nie chodzi o stworzenie dzieła kulturalnie poprawnego. Sztuka ma podsuwać problemy, a nie je rozwiązywać. Istnieje wielka potrzeba problemów. Artysta jest tym, kto wprowadza mrok do społeczeństwa. Narusza stały punkt widzenia, burzy go czasami, podważa nasze zaufanie do języka” – powiedział w jednym z wywiadów Romeo Castellucci. W przypadku Purgatoria to naruszenie, zderzenie jest szczególnie bolesne. Rozgrywający się za kulisami akt gwałtu na dziecku przygniata, świadomość otwiera siłą, jakby wbrew nam, poza nami. Dlaczego? Przecież również w sztuce – w filmie, w teatrze (przykładem może być chociażby Uroczystość) również niejednokrotnie ukazany był problem molestowania, przemocy w rodzinie. W teatrze Castellucciego jednak nie tylko widzimy na scenie dziecko, ale patrzymy na scenę jego oczami. Jesteśmy po uszy zanurzeni w bajkowym świecie dzieciństwa, pełnym ideałów, mitów, wyobrażeń. To dziecko w nas ożywa, ożywa ufność, niezachwiane zaufanie, wiara w to, że rodzice są herosami gotowymi nas obronić przed całym złem tego świata. I nagle to dziecko w nas zostaje zawiedzione, skrzywdzone, zdeprawowane, skażone złem. Nieoczekiwanie zostaje zmuszone do zerwania owocu z Drzewa Wiadomości Dobrego i Złego. I nagle, już wszystko wie. Po wciągnięciu do brudnego, wieloznacznego świata dorosłych, nic już nie jest takie, jak przedtem. Wszystko, co było wcześniej, było iluzją, ułudą, majakiem. Dziecko zostaje skazane na utratę niewinności, na pozbawienie złudzeń, na wygnanie z Raju, na samotność. Czuła, kochająca, idealna matka nagle całkowicie znika. Szokująca jest jej bierność, bezradność, brak reakcji, a przez to jakby przyzwolenie na to co się dzieje, krzywdę swojego dziecka. Dlaczego to robi? Z konformizmu? Z miłości do męża? Ze strachu? Nie rozumiemy tego. Oburza nas to. Postawa matki porusza niemal tak samo jak postawa ojca pedofila. A jednak ile razy w życiu pozwoliliśmy sobie na takie zniknięcie, umycie rąk? Może to publiczność jest taką znikającą matką, która wzrusza się, przejmuje, ale tylko obserwuje, patrzy. Nie wiemy, co dzieje się za ścianą. Łatwo chwytamy się pozorów normalności, a kiedy okazuje się, że coś odstaje od normy, od naszych wyobrażeń, może nawet oburzamy się, płaczemy, jak matka chłopca, ale nie robimy nic. Wydaje nam się, że kogoś kochamy, potrzebujemy. Przecież bezpośrednio nie wyrządzamy żadnej krzywdy. Ale może Czyściec jest miejscem, do którego trafiają niemi świadkowie cierpienia, którzy przyzwalają na zło?

Kiedy po akcie gwałtu, ojciec siedzi przy fortepianie, przygnieciony ciężarem wyrzutów sumienia, zdejmuje maskę i kapelusz, chłopiec przychodzi, przytula się do niego i mówi: „Już po wszystkim”. Jest w tym coś uderzającego, wstrząsającego. Jakaś ślepa, całkowicie irracjonalna i bezinteresowna miłość dziecka do ojca. Jakaś przerażająca, dorosła próba zrozumienia, zmierzenia się z ogromem zła. Przypomina się moment, w którym to my przestaliśmy być nieświadomi. Moment, w którym zaczęliśmy wysilać słuch, kiedy rodzice mówili szeptem, dostrzegać to, czego nie powinniśmy widzieć. Moment, w którym zorientowaliśmy się, że lepiej nie odzywać, nie skarżyć, bo to nic nie pomoże, może jedynie pogorszyć sytuację, pomnożyć cierpienie. Jedyne, co pozostaje, to siedzieć cicho, obserwować i czekać na nieuchronne zło.

Nauczyć się pozorów, grania przed innymi i przed sobą samym. „Teatr jest obrazem, który może skupić w sobie ideę Purgatoria, życia jako gry” – powiedział Castellucci.

Ucieczkę od tej przerażającej gry pozorów, hipokryzji, umożliwia wyobraźnia. Chłopiec dorasta w zamkniętym kręgu wstydu, upokorzenia, kłamstwa, zniewolenia przez najniższe, chore instynkty i poczucie winy. W zamrożonym, lodowatym kręgu piekła, w którym nie ma miejsca na gorący, oczyszczający ogień. Stwarza więc swój własny, bezpieczny, alternatywny, nierzeczywisty, pozbawiony złudnych pozorów realności, świat. Dzięki wyobraźni, w satanicznym, zamkniętym kręgu pojawiają się piękne, oniryczne, baśniowe obrazy, kolorowe rośliny, kwiaty. Nawet jeśli co jakichś czas wyłania się z nich – jak potwór z dziecięcych koszmarów – sylwetka ojca w kapeluszu, pozwalają zapomnieć, przetrwać.

W ostatniej scenie Prugatoria nie pada ani jedno słowo. Wydaje się oderwana od poprzedniej, mniej konkretna, równie dobrze może rozgrywać się w przyszłości, jak i w zaświatach. Ukazuje dorosłego już chłopca i starego ojca. Ojciec najwyraźniej po jakimś porażeniu, powykręcany, rzuca się w epileptycznych konwulsjach. Miota się u stóp syna trochę jak człowiek zniewolony przez grzechy, instynkty, pokarany, dotknięty cierpieniem i błagający o przebaczenie u stóp Boga. Syn na początku nie stara się mu pomóc, w końcu decyduje się na to i przytrzymuje go, kładzie się na nim krzyżem. Jest w tym jakaś aluzja do aktu seksualnego, jakaś zamiana ról, zatarcie granic między katem, a ofiarą. W końcu ojciec wstaje i odchodzi, wspinając się po schodach. Syn zostaje sam, leży krzyżem, nagle jednak zaczynają wstrząsać nim drgawki, jakby zaraził się epileptycznym atakiem, który przeszedł z ojca na syna. Czy to ukazanie czyścowych mąk, grzechu pierworodnego, kontynuacja cierpień, czy raczej metafora zakażenia złem? Złem rodziców, których błędy podświadomie powielamy, złem, którym nasiąkamy, które nas niszczy i które nam powszednieje od dzieciństwa?

Piekło i niebo są według Castellucciego ostatecznymi dziełami sztuki. Czyściec natomiast nie jest ostateczny. Mieści się w granicach ziemskiego życia, jest namacalny, jest w nas. Castellucci pozostawia sprawę otwartą, nadzieję na oczyszczenie. Ukazuje ludzi samotnych, pośród innych ludzi, „człowieka, którego los nie jest jeszcze przesądzony. Wystarczy, że zrobi jeden krok, a ujrzy swoje przeznaczenie jak przedstawienie”.

Purgatorio istotne jest odniesienie do teatru, bo chodzi o canto della terra, pieśń życia” – przekonywał w jednym z wywiadów.

 

Prugatorio nie jest tylko opowieścią o pedofilii i przemocy w rodzinie. Historia jest tu tylko pretekstem, powierzchnią wielkiej, tajemniczej próby zmierzenia się z istotą zła. Czy rodzimy się ze skłonnością do zła, czy skazuje nas na to otoczenie? Czy istnieje możliwość wyzwolenia się z kręgu przemocy? Czy ofiara zawsze stanie się katem i będzie mściła się za doznane krzywdy? Castellucci nie narzuca gotowych odpowiedzi, interpretacji. Interpretacja należy do widza. Jedno jest pewne: Purgatorio to krzyk. Krzyk, który ma wytrącić człowieka XXI wieku, na którym najdrastyczniejsze sceny nie robią już wrażenia, z bezpiecznej, oswojonej rzeczywistości, wyrwać go ze znieczulenia na zło.

Zuzanna Liszewska

 

Romeo CASTELLUCCI / Socìetas Raffaello Sanzio
Inferno / Purgatorio / Paradiso

Purgatorio (Czyściec)
Produkcja: La Compagnie des Indes, Socìetas Raffaello Sanzio, 2008

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

16 + thirteen =